Co tu się dzieje?

Witam!
Szybkim wstępem: Morfina to moja suka (Golden Retriever), przez którą wielokrotnie jestem świadkiem sytuacji których normalnie bym nie zobaczyła. Te sytuacje są opisywane na tym właśnie blogu. Jeśli jesteś tu przypadkiem to wiedz, że bardzo zbłądziłeś.

piątek, 9 listopada 2018

Alma

Wiele, wiele lat temu, pewna mała dziewczynka dorastała w ubogim domu razem ze swoim rodzeństwem. Miała ona trzech braci i trzy siostry. Nie była ani najstarsza, ani najmłodsza z gromadki dzieci, była po prostu środkową córką.
Któregoś poranka ojciec dzieci przyprowadził do domu trzyletniego owczarka. Pies był po pełnym szkoleniu wojskowym, ale ze względu na drobną wadę, jaką stanowiło pół klapnięte ucho został wykluczony ze służby i oddany w ręce obywateli cywilnych. Ojciec dziewczynki miał znajomości, toteż dostał wielozadaniowego psa w celach pilnowania podwórka. Pies okazał się jednak suką o imieniu Alma. Wykazywał się też zdolnościami i intelektem przekraczającymi zdolności psa obronnego, więc został zdegradowany do roli psiej niani i pomocnika domowego. Alma kochała dzieci, a dzieci kochały Almę. Suka pilnowała ich kiedy bawiły się na podwórku, czy nad rzeką, bujała wózek z najmłodszymi brzdącami i przynosiła piłkę, która wpadła za płot sąsiada, zgrabnie przeskakując ponad 1,5 metrowe ogrodzenie. Ponadto pies wychodził na zakupy, niosąc w pysku wiklinowy koszyk z pieniędzmi i listą zakupów w środku, a następnie wracając z resztą i produktami z listy. Nigdy nie dał się okraść i zawsze wracał prosto do domu.
W tamtych czasach zamykanie domu na klucz było przeżytkiem, jako że dzieci i tak co chwila wpadały i wypadały z mieszkania. Zostawiano więc zamki otwarte, tak że każdy mógł wejść do środka. Puste mieszkanie zaprosiło pewnego dnia złodziei, którzy weszli przez drzwi, zobaczyli owczarka który przypatrywał im się z kuchni, jednak nie wykazywał agresji i postanowili złupić mieszkanie ze skromnego dobytku jaki się tam znajdował. Pies przyglądał się jak w worku znikają szkatułki z pieniędzmi, radio i filiżanki. Kiedy złodzieje wzięli już co było im potrzebne i chcieli opuścić mieszkanie, ujrzeli owczarka siedzącego pod drzwiami wyjściowymi. Pies jeżył się i warczał, a przy próbie usunięcia go miotłą, rzucił się w stronę pierwszej osoby i przycisnął ją do ziemi, skutecznie unieruchamiając. Trwali tak sobie w kleszczowym uścisku, aż do powrotu do domu głowy rodziny, która wróciła z pracy kilka godzin później.
Alma zawsze wpuszczała każdego do domu, ale nie wszystkich z niego wypuszczała.
Suka szybko nauczyła się przynosić wskazywane przedmioty, bujać dzieci na improwizowanej huśtawce i odnajdywać pijanego właściciela. Na zdanie "szukaj pana" pies biegł przez polanę, przepływał rzekę i wracał z butem właściciela, potem z drugim, aż w końcu ciągnąc za ubranie całego opiekuna ogniska domowego, który często nie był w stanie utrzymać się w pozycji pionowej. Pies przyjmował też jedzenie tylko od jednej osoby. Od ojca dzieci. Choćby dzieciaki, czy matka brzdąców podsuwały mu pod nos najlepsze kiełbasy, owczarek tylko odwracał głowę i czekał na ochłapy rzucone przez właściciela. W ten sposób pies uniknął wielokrotnej próby otrucia.
Wiele osób chciało odkupić sukę, ale ojciec dzieci widząc jak pożyteczne stało się zwierzę w domu i jak przyczyniało się do zmniejszenia ilości wypadków wśród jego licznej dziatwy odmawiał każdej podanej ceny, chociaż wzrastała ona każdego dnia. Ludzie odchodzili niepocieszeni, oraz czasem również pogryzieni, kiedy postanawiali wykraść psa z podwórka.
Pory roku mijały, a Alma stawała się okoliczną legendą. Stróżem, pilnującym swoje ludzkie szczenięta na podwórku i gdziekolwiek nie postanowiły się udać.
Pewnego słonecznego, letniego poranka te z dzieci, które potrafiły już chodzić grały w piłkę. Kiedy któreś z maluchów niefortunnie wykopywało ją tak, że trafiała na podwórko sąsiada, Alma przeskakiwała ogrodzenie i tradycyjnie przynosiła utraconą rzecz. Sąsiada bardzo to jednak denerwowało. Nie dlatego, że nie lubił psów, również nie dlatego że miał tam posadzone jakieś rośliny. Mężczyzna wielokrotnie próbował odkupić zwierzę i irytował go fakt, że pies udeptuje trawę po jego stronie podwórka, kiedy nawet nie należy do niego. A skoro on nie mógł mieć Almy, postanowił, że nikt nie będzie jej miał. W nocy, w przeddzień zabawy z piłką sąsiad wyszedł na podwórko z kombinerkami i podniósł druty na szczycie siatki tak, żeby stały pionowo. W zamyśle człowieka były poranione łapy zwierzęcia, jednak końcowy efekt przerósł jego oczekiwania. Kiedy pies po raz kolejny przeskakiwał dobrze już znany sobie płot, nie wziął pod uwagę kilku dodatkowych centymetrów podniesionej siatki i w drodze powrotnej zawisł na niej brzuchem. Ostro zakończony drut rozpruł brzuch zwierzaka tak, że po ogrodzeniu zaczęła spływać krew, a szarpiący się pies ze skowytem usiłował odczepić się od coraz głębiej zapadającej się drucianej pułapki. Krzyk dzieci i ich panika wygoniły z domu ich matkę, która zwołała swoim krzykiem połowę kobiet z okolicy i razem udało im się ściągnąć ranną Almę z płotu. Starsze dzieci pobiegły jak najszybciej tylko mogły po okolicznego weterynarza. Ten przyjechał, obejrzał psa i stwierdził, że nic nie da się już zrobić. Można tylko uspać psa żeby nie cierpiał, ponieważ obrażenia wewnętrzne są zbyt poważne. W dzisiejszych czasach zapewne udałoby się uratować sukę, jednak w tamtych standardach opieki weterynaryjnej, nie miała ona szans na przeżycie. Uśmiechnięty sąsiad oglądał rozpacz dzieci i kobiety zza pokrwawionego ogrodzenia. Nie było jednak rady, pies się męczył i coraz mocniej krwawił. Został więc uspany. Matka dzieci nie mogła jednak odciągnąć swoich pociech od martwego już ciała zwierzęcia. Dzieci wiły się i płakały, odmawiając zostawienia suki, nawet jeśli wiedziały że nie ma w niej już życia. Siedziały tam do samego wieczora, odmawiając jedzenia czy nawet wody, opatulone w koce które przyniosła im zatroskana rodzicielka, aż do powrotu ojca. Opowiedziały mu całą sytuację, lecz on tylko spojrzał na zwłoki psa, przeniósł spojrzenie na siatkę i skierował się do stodoły, żeby przynieść z niej łopatę i pochować sukę.

"Każdy jest panem swojego terenu. Alma była na terenie sąsiada, a jego wolą było podnieść ogrodzenie i nie ma w tym jego winy" skwitował ojciec, nakazując dzieciom przestać się mazać i wracać do domu. "W końcu to tylko pies".
Dni mijały i zabawa piłką odeszła w zapomnienie. Dzieci większość czasu spędzały zbierając kwiaty na kopiec ziemi, który stanowił grób ich psiej przyjaciółki. Przynosiły kolorowe kamienie, żeby ustawiać je dookoła i zrobiły nawet prowizoryczny krzyż z patyków. Najmłodsze dzieci, pytały starszego rodzeństwa kiedy wróci pies, bo nie rozumiały jeszcze że suka już nigdy nie będzie ich bujać na huśtawce, ani nie przyniesie im piłki. Dzieci napisały na kartce wiadomość i przerzuciły ją razem z piłką na podwórko sąsiada.
Mężczyzna podniósł obie rzeczy i otworzył kartkę, na której niezgrabnym, dziecięcym pismem napisane było:
"Proszę, teraz ta piłka należy do pana. Już nigdy nie wpadnie na pana teren".

Dzieci bardzo długo rozpaczały po stracie Almy i żaden kolejny pies nie był w stanie zastąpić im tego co utracili przez zawiść człowieka, z którym dzieliły podwórko.
Grób Almy był zawsze usiany kwiatami i kolorowymi kamieniami aż do momentu, kiedy ostatnie, najmłodsze dziecko dorosło i wyprowadziło się z rodzinnego domu. Pamięć jednak została aż do późnej starości w umysłach ludzi, którzy wtedy byli tymi dziećmi.
A wiem to, ponieważ tą środkową córką była moja babcia, która postanowiła opowiedzieć mi tę historię wiele lat temu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz