Co tu się dzieje?

Witam!
Szybkim wstępem: Morfina to moja suka (Golden Retriever), przez którą wielokrotnie jestem świadkiem sytuacji których normalnie bym nie zobaczyła. Te sytuacje są opisywane na tym właśnie blogu. Jeśli jesteś tu przypadkiem to wiedz, że bardzo zbłądziłeś.

piątek, 12 października 2018

Prezentacja z angielskiego

Kiedy chodziłam jeszcze do liceum, zawsze przed świętami Bożego Narodzenia organizowane były "luźne" zajęcia, żeby nie zmuszać ludzi do ciężkiej pracy umysłowej, kiedy Ci myślami byli już przy barszczu z uszkami i makowcu. Sprowadzało się to do tego, że na polskim słuchaliśmy kolęd po hebrajsku (nie pytajcie),




na francuskim oglądaliśmy filmy, które niekoniecznie były w tematyce świątecznej, ale były po francusku więc co za różnica, na łacinie czytaliśmy o żabkach, które się nie dogadywały w stawiku, a na angielskim robiliśmy świąteczne prezentacje. Kilka slajdów w PowerPoincie, które w języku angielskim opisywały jakieś bożonarodzeniowe tradycje. Tak naprawdę prezentacja miała tematykę dowolną, grunt żeby w jakiś sposób nawiązywała do świąt i nie była zbyt długa. Pracę można było wykonywać w parach, więc ja i moja przyjaciółka stwierdziłyśmy, że we dwie pójdzie szybciej. Umówiłyśmy się u mnie w domu i po szybkiej pracy "kopiuj - wklej" na temat podstaw obchodzenia Wigilii, postanowiłyśmy nieco urozmaicić projekt, żeby nam ludzie nie posnęli jak czwarty raz z rzędu będą słyszeć o tym samym. Jako maniaczki YouTube'a przeklikałyśmy kilka filmów i znalazłyśmy się w dziwnej części serwisu. Każdy tam trafia raz na jakiś czas i zawsze dzieje się to przypadkiem.

Natrafiłyśmy na film "Surfin' Bird Christmas No.1 2010 starring Matt Whistler OFFICIAL" i z jakiegoś nieznanego mi teraz powodu, postanowiłyśmy umieścić go w prezentacji jako zakończenie z humorem.
Żebyście wiedzieli o czym w ogóle mowa, zanim przeczytacie cześć dalszą obejrzyjcie to dzieło popkultury poniżej:






Głównie filmik sprowadza się do dziwnego tańca, wykonywanego w dość oryginalnym kostiumie, w środku miasta w sezonie świątecznym. Jest świąteczne? Jest. Wpasowuje się w tematykę? Jak najbardziej, w końcu jest zima, gość ma na sobie strój Mikołaja... na Bahamach. Wszystko pasuje.
Coś, jakiś wewnętrzny głos powinien nas wtedy zatrzymać. Powinnyśmy stanąć i stwierdzić "Ej, to jest niewłaściwe, to w końcu przedmiot szkolny, tę prezentację będzie oglądać nauczycielka. Macie nasrane w głowach, przestańcie", ale zamiast tego pomyślałyśmy "Przecież każdy ma poczucie humoru, wklejaj to i jedziemy".
Kiedy nadszedł czas przedstawiania naszych wypocin, odważnie zgłosiłyśmy się jako pierwsze. Podeszłyśmy do komputera z uśmiechami na ustach, przypominając sobie jakąż to zabawną sobie wymyśliłyśmy końcówkę. Włączyłyśmy projektor, odpalił się wielki ekran z naszą prezentacją i zaczęłyśmy opowiadać. Szybko przeszłyśmy przez część merytoryczną naszego przedstawienia i zatrzymałyśmy PowerPointa na ostatnim slajdzie.
- A teraz przedstawimy Wam krótki filmik w tematyce świątecznej na rozluźnienie - stwierdziła moja przyjaciółka, po czym kliknęła "Enter". W momencie naciśnięcia przycisku, wiedziałam już że popełniłyśmy straszny błąd i że teraz już go nie naprawimy. Przepadło. Z każdą kolejną minutą coraz bardziej utwierdzałam się w tym przekonaniu i wiedziałam, że moja przyjaciółka czuła to samo. To były najdłuższe trzy minuty mojego życia. W połowie filmiku, współwinowajczyni zaczęła szturchać mnie w ramię i szeptać:
- Paulina spójrz na nich, zobacz! -
Nie musiałam jednak patrzeć. Czułam ich oskarżycielski wzrok przez skórę. Mój poziom zażenowania i wstydu rósł w zastraszającym tempie, dlatego postanowiłam wlepić wzrok w ekran monitora i nawet nie spoglądać na reakcję ludzi. Przyjaciółka szarpała mnie za rękaw, a ja twardo udawałam, że wcale tego nie czuję. Sądząc po ciszy i fakcie, że śmiała się tylko jedna jedyna dziewczyna w klasie, wzbudziłyśmy niemały szok swoim innowacyjnym pomysłem pokazania półnagiego faceta, w stroju rodem z placu Pigalle, przewijającego się przez Brighton w środku zimy, tańczącego swój piękny taniec, jakby jutra miało nie być. Wiedziałam, że filmik kiedyś się skończy i będę musiała spojrzeć w oczy tym wszystkim milczącym ludziom. Tak bardzo nie chciałam, żeby ta chwila nastąpiła. Nie mogłam uwierzyć, że kiedykolwiek dołączenie tego arcydzieła do prezentacji wydało nam się dobrym pomysłem. Modliłam się tylko, żeby w tym momencie do sali nie wszedł dyżurny albo co gorsza... dyrektorka. To dopełniłoby dzieła. Obserwatorzy milczeli, koleżanka zanosiła się śmiechem, przyjaciółka szarpała mnie za rękaw, a ja siedziałam wlepiona w monitor i zastanawiałam się, czy przeżyję próbę ucieczki oknem z drugiego piętra. Film dobiegł końca, wszystko umilkło i musiałam w końcu zmusić się do spojrzenia na publikę. To co zobaczyłam na ich twarzach i w wytrzeszczonych oczach było mieszanką strachu, szoku i niedowierzania. Zupełnie jakbyśmy wygłosiły hasło nawołujące do rebelii i obalenia rządu. Przebiegłam wzrokiem po oszołomionych twarzach i tej jednej, zapłakanej ze śmiechu, która właśnie ocierała łzy chusteczką i zatrzymałam się na nauczycielce. Pani Magister miała chyba flashbacki z Wietnamu i kiedy w końcu zorientowała się, że patrzy już na nią cała klasa, postanowiła odchrząknąć i przemówić.
- No więc... to było... a co Wy o tym myślicie? - rzuciła do klasy. Klasa jednak milczała dalej. Klasa nie chciała mieć niż wspólnego z tym co tutaj przed chwilą zaszło i szczerze mówiąc nie mogłam ich za to winić.
- To było piękne - odpowiedziała ta jedna dziewczyna, którą ten filmik rozbawił i miałam w tamtym momencie ochotę wręczyć jej bukiet róż.
- No cóż, to było na pewno... odważne. Kontrowersyjne też... to może ktoś następny z prezentacją? -
Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać, wyciągnęłam pendrive z USB i ulotniłam się z fotela tak szybko, na ile pozwalały mi na to miękkie nogi. Przez resztę zajęć unikałam kontaktu wzrokowego właściwie z każdą osobą w klasie, włączając w to moją przyjaciółkę, której kolory zmieniały się z czerwieni w śnieżną biel. Ja zapewne wyglądałam podobnie. Nie pamiętam o czym właściwie były pozostałe prezentacje, ale jestem przekonana, że to nasza została zapamiętana najbardziej.
Rok później, w okresie przedświątecznym nie robiliśmy już prezentacji. W kolejnych latach również nie. Nauczycielka stwierdziła, że lepiej zrobi, kiedy puści nam anglojęzyczny film, na przykład Opowieść wigilijną.
Mam dziwne wrażenie, że to my przyczyniłyśmy się do zmiany koncepcji, która obowiązywała w tej szkole od lat. Może to lepiej, że nie użyłyśmy drugiego filmiku, który pierwotnie miał się pojawić w prezentacji. Chociaż teraz już sama nie wiem, czy zminimalizowałyśmy szok, czy zrobiłybyśmy to wybierając opcję drugą. Oceńcie sami, film pod spodem:





Warto poświęcić te trzy minuty na jego obejrzenie w całości, ja bawiłam się przednio widząc to pierwszy raz sześć lat temu, jak i teraz, przypominając sobie jakim byłam dziwnym uczniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz