Etykiety

Co tu się dzieje?

Witam!
Szybkim wstępem: Morfina to moja suka (Golden Retriever), przez którą wielokrotnie jestem świadkiem sytuacji których normalnie bym nie zobaczyła. Te sytuacje są opisywane na tym właśnie blogu. Jeśli jesteś tu przypadkiem to wiedz, że bardzo zbłądziłeś.

piątek, 8 lutego 2019

Puchaty Morświn

* Za ile będziesz? Jest dość zimno * - Piszę wiadomość do znajomego, z którym umówiłam się na spacer.
Drepczę w miejscu, próbując złapać odrobinę ciepła w moim kokonie z dwóch swetrów i kurtki. Wyglądam jak Eskimos ale mało mnie to obchodzi, nienawidzę zimna. Morfina w tym czasie leży w największej zaspie, jaką była w stanie wypatrzeć i spogląda na mnie zadowolona.
- Nie popisuj się, pogadamy w lato - wyrzucam psu, kiedy w kieszeni odzywa się charakterystyczne *ding*.
* Wejdź do środka, mam mały poślizg * - odczytuję z ekranu telefonu i ruszam w stronę bloku. 
Faceci... a mówią że to kobiety nigdy nie potrafią uszykować się na czas.
Wchodzę po schodach. Czwarte piętro wysysa ze mnie ostatnie tchnienia i wolę walki ale docieram na miejsce.
- Hej, wybacz, już zaraz idziemy, wejdźcie do pokoju tam poczekajcie - wita mnie od progu człowiek, który punktualnie się tylko urodził, a potem było już gorzej. Ściągam buty, kurtkę, resztę warstw odpuszczając dwóm swetrom i wkraczam z Morfiną do salonu. Rzucam się na kanapę i wpatrując się w sufit miziam psa, który umościł się już koło mnie na bardzo puchatym dywanie.
Morfina chrumka i szturcha mnie łapą domagając się bardziej intensywnego miziania. Smyram psa na oślep i zastanawiam się ile przyjdzie mi czekać.
Świnkowi jednak mało, drapie mnie bezlitośnie łapą wydając z siebie dźwięki zepsutego miksera.
- No przecież Cię głaskam, co marudzisz? - odpowiadam nasłuchując stukania talerzy w kuchni - Niewdzięczna buło, może dla odmiany Ty mnie pomasujesz trochę? -
Mój monolog przerywa kolega, szukający kluczy od mieszkania. Wkracza do pokoju, spogląda na mnie, przerzuca wzrok na komodę, po czym znowu na mnie spogląda. Jego mina wyraża zdezorientowanie.
- Co Ty robisz? - pyta.
- Nic? Czekam na Ciebie? To już się człowiek nie może położyć? -
- Nie o to chodzi. Co robisz temu dywanowi? Mam Was zostawić na chwilę samych? -
- Jakiemu dywanowi? - pytam, przekręcając się na bok i zastanawiając się czy to o Morfinie. Bezczelność. Spoglądam na podłogę. Pies leży nieco dalej niż przypuszczałam. Przyglądam się mizianemu obiektowi.
No cóż, przynajmniej wiadomo dlaczego Morfina wydawała z siebie jęki niezadowolenia i dezaprobaty.
Tak. Przez dobre dziesięć minut miziałam puchaty dywan.
No co zrobisz? Nic nie zrobisz...

czwartek, 7 lutego 2019

50 faktów o Morfinie, o których możecie nie wiedzieć


1. Pierwotnym imieniem Morfiny było Aza.

2. Ulubioną porą roku Morfiny jest zima. Tarzania się w śniegu nic nie jest w stanie przebić... no chyba że ciastko


Morfinowe zdjęcie. Winter is coming.


3. Świnek przeszedł przez około 12 różnych operacji i zabiegów. Przez większość z nich w pierwszym roku życia. Pectinectomia, nastawianie zwichniętej rzepki, operacje bioder i wycinanie guzów to tylko nieliczne z nich.

4. Morfi jest odratowańcem z zamkniętej pseudohodowli. Miała fałszywy rodowód i książeczkę zdrowia, którą wypełnił specjalista do spraw drobiu.

5. Morświn ma dysplazję typu E (najcięższą) wszystkich stawów ze zwyrodnieniami stawów biodrowych.

6. Pierwsze uśpienie Morfiny zostało mi zaproponowane kiedy szczenię skończyło szósty miesiąc życia. Suczka miała niewydolność wątroby i trzustki. Według wielu lekarzy pies miał przestać chodzić całkowicie w przeciągu kilku miesięcy. W ciągu następnego roku zaproponowano mi uśpienie jej jeszcze trzykrotnie. 

7. Pomimo wielu nieprzyjemnych operacji i długiego leczenia panowie w białych fartuchach są najlepszymi przyjaciółmi Świnki, a gabinet jednym z ulubionych miejsc. Sekretem miłości są ciastka.

8. Pomijając fakt, że nie powinno się dawać psom cytrusów Morfina po prostu nie toleruje ich zapachu. Odmawia zbliżenia się do pomarańczy, mandarynek, cytryn, limonek, czy grejpfrutów na bliższą odległość. To jeden z nielicznych pokarmów, którego nie przyjmuje.

9. Morfina nie lubi również surowych jajek i nie zje ich nawet, jeśli byłyby z czymś zmieszane. Gotowane i smażone to zupełnie inna rozmowa.

10. Podczas ostatniej operacji Świniaczka trzeba było reanimować, ponieważ przestał oddychać na stole. Niedotlenienie było niewielkie i nie wyrządziło szkód w organizmie.


11. Morfina cierpi na chorobę lokomocyjną, przez co nie lubi podróżować pojazdami... żadnymi.

12. Miłość psicy przejawia się nie tylko w kontaktach z ludźmi, lecz również ze zwierzętami. Morfina dogaduje się z końmi, gryzoniami, królikami, kotami, kozami, fretkami, drobiem, a nawet owadami. Wszystko co chodzi jest jej przyjacielem. Nawet odkurzacz, którego wielkodusznie dokarmia swoimi chrupkami.

13. Morfi załatwiła się w domu tylko raz - jako szczeniak. Drugi raz był wypadkiem natury biegunkowej. Poza tymi przypadkami przez 7 lat pies nie uronił w mieszkaniu kropli.

14. Morfina ma łaskotki w przestrzeni międzypalcowej i na podeszwach łap.

15. Morfina cierpi na zapaść powysiłkową, przez co jej intensywne ćwiczenia ograniczane są do kilku minut na rzecz długich i mniej obciążających.

16. Trzymiesięczna Morfi niemal utopiła się, zasypiając w misce z wodą.

17. Księżniczka była odludkiem i psem antyspołecznym do czwartego miesiąca życia. Wyleczył ją ananas ukradziony z galaretki. Jednocześnie był to pierwszy i ostatni wybryk stołowego złodziejstwa.

18. Świnek nienawidzi zapachu bursztynu. Ma po nim odruchy wymiotne. Powód nieznany.

19. Morfiny nie da się sprowokować do wycia. Wysokie dźwięki, przejeżdżająca karetka, czy wycie innych psów nie robią na niej wrażenia. Jedynym wyjątkiem kiedy można posłuchać jej wycia są sporadyczne serenady przez sen.

20. W przeciwieństwie do większości psów Świnek nie rozdaje mokrych całusów na zawołanie. Robi to bardzo rzadko.

21. Morfi szczeka tylko na komendę. Nie robi tego z innych powodów niezależnie od sytuacji. Jako szczeniak była wokalna tylko do czwartego miesiąca.

22. Morfina została pogryziona w życiu sześciokrotnie. Żadne z ran nie wymagały jednak szycia.

23. W przypadku ataku ze strony innego psa reakcją obronną księżniczki jest ucieczka i głośne skomlenie. Nigdy nie kłapnęła na nikogo zębami, nawet w odwecie.

24. Morfina od kilku lat ćwiczy z dziećmi niepełnosprawnymi i psami z problemami behawioralnymi przez swoją bezkonfliktowość i pacyfizm. Jej mokry nos pomógł otworzyć się wielu zamkniętym dzieciom i złagodzić agresję licznych puchatych przyjaciół.

25. Świnek ma wysoki próg bólu, jak na weterana operacji przystało.

Morfinowe zdjęcie po operacji.

26. Morfina zna ponad 20 różnych komend. Każdą z nich w wersji wizualnej i werbalnej. Kolejnych 10 jest w trakcie realizacji.

27. Świnka uwielbia mieć myte zęby i czyszczone uszy. Przy tym drugim zabiegu najczęściej zasypia.


28. Od niedawna Prosiaczek otworzył punkt ratowania pluszaków i skwapliwie wydobywa je ze śnieżnych zasp, żeby zwracać je właścicielom lub w przypadku ich braku, zatrzymywać je dla siebie...

Morfinowe zdjęcie odratowanego misia.
... kolekcjonuje też smoczki

Morfinowe zdjęcie odratowanych smoczków

29. Morfi używa dzwonka do oznajmienia potrzeby wyjścia na spacer.


30. Morfina nie zaśnie dopóki nie pozbiera wszystkich swoich zabawek do koszyka. Nie uczyłam jej tego.

31. Świnek lubi dzielić się swoim jedzeniem, zabawkami, a nawet łóżkiem z obcymi zwierzętami. Podrzuca również swoje pluszaki do łóżek innych domowników.


32. Jako szczeniak Morfina nigdy nie zniszczyła żadnych mebli. Zawsze wgryzała się tylko w swoje zabawki. Jedynym zniszczonym przedmiotem był karton po butach, który postanowiła skonsumować.

33. Morfi zawsze wita się z innym psem na leżąco. Obojętnie jakiej wielkości jest drugi zwierz.

34. Świnka nie boi się dźwięków burzy, czy remontu, ale fajerwerki przyprawiają ją o napady paniki.

35. Nos Morfi jaśnieje i ciemnieje w zależności od pór roku i pogody. Potrafi być jasnobrązowy i całkowicie czarny.

36. Mając do wyboru zabawę z innym psem lub zabawę z człowiekiem Morfina wybierze zabawę z człowiekiem.

37. Wśród wszystkich zwierząt najbardziej fascynują ją jeże. Może na nie patrzeć godzinami.

38. Księżniczka ma własny gust muzyczny. Zauważyłam, że woli dźwięki perkusji i pianina nad dźwiękami instrumentów dętych i smyczkowych. Preferuje również wokal męski nad żeńskim. Kiedy podoba jej się muzyka zbliża się do jej źródła i wpatruje w głośnik, jeśli nie - przenosi się do innego pokoju.

39. Listonosze i kominiarze uwielbiają Morfinę do tego stopnia, że zawsze mają dla niej w kieszeni ciastko. Miłość zaczęła się od kiedy pies postanowił przynosić im swoje zabawki, podczas kiedy ja odbierałam listy lub paczki.

40. Morfinie zdarza się przeczuwać ataki padaczkowe mojej siostry przed ich wystąpieniem. Kręci się wtedy niespokojnie i popiskuje, nie spuszczając z oczu ofiary napadu. Wyprzedzenie jest rzędu kilkunastu sekund, a wykrywalność oscyluje w granicach 30%.

41. Kiedy Morfina była mała uwielbiała spać z głową w bucie.




Morfinowe zdjęcia w bucie.

42. Świnka zna różnicę między łyżką a widelcem. Nie wiem dlaczego ją tego nauczyłam, nie pytajcie.

43. Jako szczeniak Morfina nienawidziła wody. Sytuacja zmieniła się z wiekiem i obecnie nie można zostawić do łazienki otwartych drzwi, żeby nie znaleźć psa pod prysznicem, patrzącym tęskniąco na słuchawkę.

Morfinowe zdjęcie i foch po kąpieli.

44. Morfi zaczyna ziewać, jeśli widzi że inne osoby w pomieszczeniu ziewają.

45. Księżniczka nie wyjdzie z domu bez założonej obroży. Będzie stała zdezorientowana przed drzwiami.

46. Podczas konfliktu dwóch ludzi Morfina wchodzi pomiędzy walczące strony i próbuje je rozdzielić własnym ciałem, skomląc. Nie lubi nawet podnoszenia głosu. Szturcha wtedy łapą osobę krzyczącą.

47. Ulubionym zajęciem małej Morfi było łapanie ogona. Udawało jej się to w 90% przypadków. Kiedy skończyła 3 lata przestała za nim gonić... zaczęła łapać swoje uszy.



Morfinowe zdjęcia ogonowe.

48. Świnka nigdy nie reagowała na swoje odbicie w lustrze, nawet kiedy była szczeniakiem.


49. Mała księżniczka próbowała za wszelką cenę zjeść wszystkie świeczki i mydła znajdujące się w zasięgu jej pyska. Nie wiem czy chodziło o zapach czy strukturę, ale bezpiecznie zaczęliśmy zostawiać te przedmioty dopiero kiedy skończyła dwa lata. Wtedy straciła nimi zainteresowanie.

50. Morfina została potrącona przez samochód kiedy miała cztery lata. Kierowca wjechał na trawnik na którym znajdowałam się z psem żeby wyminąć dziecko, które wybiegło na ulicę uciekając od goniącej je matki. Prędkość pojazdu była na szczęście tak mała że pies podniósł się, otrzepał i bawił dalej. Morfina nie poniosła w tym zdarzeniu żadnych szkód zdrowotnych.


Pazurek, piórko i ogonek

Dwa wrogie obozy w jednym bloku. Po prawej wielbiciel kotów i futrzastych stworzeń wolnożyjących. Po lewej fanatyczka gołębi i pierzastych kulek lotnych.
Nieprzyjaciel z obozu pazurka dokarmia mikro tygrysy mlekiem, resztkami z obiadu i czymkolwiek nie znajdzie w lodówce. Zazwyczaj nie chce mu się schodzić do misek rozstawionych pod balkonami, więc gra w kosza z balkonu. W większości przypadków nie trafia, ale się nie poddaje i zrzuca z piętra resztki jak zawodowy żołnierz granaty.
Tymczasem w okopach hortensji i stokrotek trwa przygotowywanie bułek i chlebów. Okruchy, a czasem i całe bułkowe pociski lecą z balkonu jak ryż na weselu. Trzepot skrzydeł odzywa się jeszcze zanim pieczywo dotknie ziemi.
Marsz pod balkonami zaczyna być przeprawą przez zaminowane aktywne pole bitwy. Można wejść w ziemniaczaną papkę i oberwać starą rybą, żeby kilkanaście metrów dalej zostać obsypanym okruszkami.
Obozy walczą o to kto da więcej i które zwierzę przejmie kontrolę nad podwórkiem. Gołębie mają przewagę liczebną, jednak koty likwidują pierzastych żołnierzy regularnie i pojedynek pozostaje nierozstrzygnięty.
Generał koci pazur i generałowa gołębie piórko czują do siebie tylko jeden rodzaj emocji - czystą nienawiść.
Mieszkańcom bloku bardzo nie odpowiada podwórkowa sytuacja gnijącego jedzenia, zafajdanego prania i kociej plagi, więc pod białą flagą idą porozmawiać z dwoma obozami.
Gołębiowej królowej tłumaczą, że ptaki tak naprawdę nie powinny jeść pieczywa i jeśli bardzo chce karmić pierzastych przyjaciół może dawać im ziarna, a najlepiej gdyby sypała je tylko w karmnikach, które może mieć na balkonie.
- Bzdura - odpowiada kobieta - Gołębie zawsze jadły chleb i są zdrowe i okrągłe. Ziarno jest dobre dla kur. Zajmijcie się lepiej tym mordercą ptaków, to wszystko jego wina -
Mieszkańcy maszerują więc do drugiego obozu. Kociemu królowi tłumaczą, że choć utarło się dawać kotom mleko i resztki, to wcale nie jest to dla nich takie zdrowe. Można też karmić zwierzęta kupując im karmę, lub dając mięso do misek, nie na całym podwórku.
- Pies je kości, mysz ser, a kot mleko - odpowiada mężczyzna - Lepiej się zajmijcie tą wariatką od gołębi -
Żaden z frontów nie chce się poddać. Administracja wytacza więc pismo, które mówi o zakazie dokarmiania zwierząt z balkonów pod groźbą wysokich mandatów.
Wojna trwa dalej.
Nic się nie zmienia.
Właściciele psów omijają balkonowy skwerek, żeby żaden wilkowaty nie podjął się próby oczyszczenia gnijącego podwórka. Ludzie nie przechodzą już nawet trawnikiem, bo boją się oberwać resztkami.
Mijają tygodnie, miesiące i lata.
Pewnego dnia gołębiowa królowa dostrzega w piwnicy szczura. Wszędzie są porozrywane worki z zapasami i małe, czarne bobki. Panika! Szczur, ratunku!
Rozstawione zostają trutki, z których szczury nic a nic sobie nie robią. Gryzoni przybywa z każdym dniem. Koty wylegują się leniwie na skwerku i obserwują marsz szczurów do piwnicy. Nie mają zamiaru ich łapać, są przekarmione i ledwo mogą się poruszać.
Gryzonie opanowują kolejne piwnice, aż zainfekowany zostaje cały blok.
Wezwany zostaje deratyzator.
- Ja je mogę wypędzić, ale całe jedzenie będzie trzeba wyrzucić. Poza tym niewiele to da, przyjdą nowe, one wchodzą z zewnątrz, uchylonymi oknami - mówi mężczyzna - Muszą mieć gdzieś kolonię -
Poszukiwania kolonii trwają. Kilku sąsiadów widzi w nocy jak szczury wchodzą pod korzenie starego drzewa. Decyzja o usunięciu drzewa i wypędzeniu kolonii. Okna zamknięte w całym bloku, spod wyrywanych korzeni wybiegają szczury, cały strumyk szczurów. Małe, średnie i duże, jakieś kilkadziesiąt sztuk. Ludzie obserwują przez okna cały proces.
Operacja zakończona sukcesem. Deratyzatorzy odchodzą, zostawiając za sobą rachunek i prośbę, by uprzątnąć podwórko z resztek, które zwabiły tu te stado. 
Znikną resztki, nie pojawią się szczury. Jeśli stan trawnika się nie poprawi kolonia wróci, lub zadomowi się nowa.
Do wrogich obozów zaczyna docierać powaga sytuacji i szkody w żywności jakie każdy musiał ponieść. Mieszkańcy są wściekli, wysyłają na oba fronty rachunki za zmarnowane jedzenie i listy z pretensjami. Król i królowa zostają sami. Nikt już nawet nie mówi im dzień dobry.
Generałowa gołębie piórko stawia karmnik i chociaż dalej karmi ptaki chlebem, to robi to już na swoim balkonie. Generał koci pazur uznaje swoją wygraną i ogranicza ilość odpadków, jaką wrzuca do misek. Czasem fatyguje się nawet na dół, żeby nie zanieczyszczać mięsem trawników.
Szczury nie wracają. Mieszkańcy zaczynają ponownie rozmawiać z dwoma obozami, mimo że one nie potrafią porozumieć się ze sobą.
Konflikt trwa choć jest mniej agresywny i widoczny. Nikt nie pogodzi zwaśnionych królestw, nikt nawet nie próbuje. Najważniejsze że nie narzucają już one sposobu życia pozostałym mieszkańcom.
Dzięki czasom pokoju między piórkiem i pazurkiem udało się przepędzić ogonki.
Wspólny wróg po raz kolejny motywuje do łączenia sił.
Ciekawe na jak długo.

środa, 6 lutego 2019

Łańcuszek pobudki

Moi sąsiedzi kupili sobie kanarki.
Wcześniej nie mieli żadnych zwierząt, więc ucieszyłam się faktem że przygarnęli pierzastych przyjaciół. 
Radość trwała do momentu w którym usłyszałam ich śpiew o 3 nad ranem. Mój sen ciężko zakłócić jest koncertem Behemotha, co dopiero takim cichym ćwierkaniem, jednak Morfina ma co do tego inne zdanie. Wyczulone psie uszy namierzają ptasie serenady i uznając je za dźwięki natury przebudzającej się ze snu, stwierdzają że czas wstawać. Ten pies ma skojarzenia, o których wcześniej nie miałam pojęcia i najwidoczniej śpiewające ptaszki oznaczają dla niej nastanie poranka. Nastanie poranka z kolei oznacza obudzenie tego ludzkiego ziemniaka co to się wyleguje na łóżku obok, bo jeszcze zaśpi na zajęcia i się nie zdąży pobawić piłeczką. W ruch idzie więc dzwonek i uderzanie łapą w nos ziemniaka. Możliwe, że moja twarz też kojarzy jej się z dzwonkiem.
Część z Was powie, że to przypadek. Też tak sądziłam.
Ptaki śpiewają o różnych godzinach. Czasem rozpoczynają koncert o pierwszej w nocy, czasem o szóstej rano. Dopóki nie zaczną koncertu wszystko jest w porządku, lecz kiedy tylko odezwie się jeden z nich Morfina podnosi głowę, nasłuchuje chwilę (ta chwila trwać może nawet godzinę), po czym maszeruje dziarsko do dzwonka, żeby naparzać w niego łapą. Próbowałam zagłuszyć kanarki muzyką, ale niestety ani Eminem, ani Linkin Park, ani nawet Panic! At the Disco nie dali rady zmylić psiego słuchu. Wybaczcie chłopaki, Świnek woli dźwięki natury.
Czując się bezsilna i nie mając zamiaru wstawać o 2 w nocy na spacerek, który odbył się godzinę temu idę do sąsiadów z delikatną prośbą ustabilizowania mikrodrobiu, bo mi się zegar biologiczny psa poprzestawiał. Pukam, drzwi się otwierają i wyjaśniam w skrócie z jakim problemem przychodzę. Sąsiedzi prawdopodobnie nawet nie zdają sobie sprawy z sytuacji, więc proponuję im przetestowane przez znajomych sposoby: zakrywanie klatki ciemną chustą przepuszczającą powietrze, dawanie im smakołyków w zabawkach, które muszą wydobyć, lub przeniesienie ptaków gdzieś gdzie nie pali się tyle światła. Dodaję też że absolutnie nie mam nic przeciwko kanarkom i jeśli nie da się rozwiązać problemu to jakoś przeżyję, ale byłabym wniebowzięta gdybym mogła przespać przynajmniej dwie noce tygodniowo w całości.
Sąsiad słucha uważnie, zaprasza mnie na herbatę i woła żonę.
- Widzi pani, nam też to już trochę działa na nerwy - odpowiada mężczyzna - Na początku śpiewały tylko z rana, potem postanowiły krzyczeć też w nocy. Ja przepraszam, ale nie za bardzo mamy co z tym zrobić. Chusta na nie nie działa, próbowaliśmy i cisza była pierwsze 10 minut. Możemy spróbować je przenieść i pokombinować z zabawkami ale nic nie obiecuję. Ja tam śpię jak zabity, ale żonę one strasznie budzą. Pytaliśmy już poprzedniego właściciela i on powiedział że u niego ptaki śpiewały rzadko -
- A to jest parka? -
- Nie, to są dwa samce -
- A były wcześniej też razem? -
- Nie, on je trzymał osobno ale tak że się widziały. Nie dziobią się ani nie walczą, więc chyba wszystko gra -
Do pokoju wchodzi żona sąsiada.
- Masz je rozdzielić - mówi - Niech się widzą, ale niech mieszkają w dwóch klatkach. Zaraz jedziesz po drugą klatkę, jeśli to ma zadziałać to warto spróbować, bo ja ich nadawania więcej nie zniosę. Są jakieś granice. Ich śpiew jest śliczny, ale po kilku godzinach to tortury -
Dopijam herbatę i dziękując opuszczam mieszkanie. Sąsiad rad nie rad schodzi do samochodu by pojechać po drugą klatkę.
Niestety, problem po kilku dniach nie znika, jednak udaje się ustalić jego przyczynę.
- Kot - rzecze sąsiad, kiedy otwieram mu drzwi - One ćwierkają bo słyszą kota, który się drze za ścianą. Może ma ruję czy coś -
- Ale jest pan pewny? -
- Tak. Jak tylko zaczyna miauczeć, to one zaczynają się drzeć -
Decydujemy przejść się oboje do właścicielki kotów i omówić z nią sprawę.
Drzwi się otwierają, a ja z sąsiadem tłumaczymy kobiecie na zmianę w czym leży problem. Mam deja vu. Jeśli sąsiadka stwierdzi, że jej kot miauczy przez jakiegoś wyjącego psa, to ja się wypisuję z tego łańcuszka. Niech już sobie śpiewają.
- A miauczy, no miauczy. Ruję ma to miauczy. To tak chwilę będzie. Potem druga dostanie i trzecia i będzie spokój -
- Ile pani ma tych kotów? - pyta zaskoczony sąsiad.
- Cztery, ale jedna wysterylizowana. One przestaną, musicie im dać trochę czasu -
- No dobrze. Mam nadzieję, że to tu leży problem bo już mi brakuje pomysłów -
Wracamy oboje do domów, pełni nadziei że problem skończy się z nastaniem końca kocich śpiewów.
Tak też się dzieje. Koty się uspokajają, kanarki zaczynają śpiewać tylko nad ranem, Morfina nie uderza w dzwonek jak szalona. Mam tylko nadzieję, że na moim psie zamyka się ten szalony łańcuszek i że jej dzwonek nie pobudza do działania jakiegoś innego zwierzaka w bloku. Jeśli tak, trzeba będzie coś z tym zrobić jednak póki co żadnych zastrzeżeń co do dzwonka od nikogo nie usłyszałam.
Problem trwa dalej. Sąsiadka ma 3 aktywne wokalnie koty, każdy z nich przechodzi ruję 3-6 razy w roku, ale mogą nawet co miesiąc, a każda ruja trwa od kilku dni do dwóch tygodni. Jakby tego nie liczyć, jeśli kalendarzyki kotek się na siebie nie nałożą jestem skazana na budzenie się o nietypowych godzinach, a właścicielka ptactwa na chroniczne bóle głowy.
Sytuacja ma jednak światełko w tunelu. Właścicielka miauczących puchatków zdecydowała się wysterylizować wszystkie kotki, ponieważ obawia się ich ucieczki i chce zapobiec niechcianym ciążom.
Wyczekuję tej chwili jak dziecko prezentów świątecznych, ale mam wrażenie, że właścicielka kanarków wyczekuje jej bardziej. To może być pierwsza w historii sterylizacja kotów zakończona przyjęciem z oficjalnymi podziękowaniami i wręczeniem kwiatów.

wtorek, 5 lutego 2019

Pradziadek cwaniaczek

Mój pradziadek w wieku 32 lat zachorował na raka krtani. Lekarze zdecydowali się na laryngektomię. Dla nieświadomych, jest to zabieg polegający na wycięciu krtani. 
Traci się możliwość wydawania dźwięków, więc mówienie ogranicza się do szeptania. Nieliczni są w stanie zrozumieć osobę po operacji. Głównie są to osoby z bliskiego otoczenia, które przyzwyczajają się do "szmerowego" mówienia.
Istnieją oczywiście specjalne aparaty (sztuczna krtań), które ułatwiają mówienie ale brzmi się z nimi dość nietypowo i robotycznie.
Pradziadek twierdził, że to nie dla niego i "nie będzie dzieci straszył", więc nie używał aparatu. Kiedy przyjeżdżaliśmy do niego na wakacje trudności ze zrozumieniem pojawiały się tylko w pierwszych dniach. Później stawało się to dla nas normalne i naturalne.
Posiadanie takiego otworu w szyi sprawia, że powietrze w większości wdychane i wydychane jest nie przez nos, jak to miało miejsce do tej pory, a właśnie przez tę dziurkę. 
Tego właśnie dotyczy dzisiejsza historia.
Kiedy na świecie nie było jeszcze nawet mojej mamy, pradziadek wracając z pracy obserwował grupkę młodych ludzi, którzy urządzali zawody we wsadzaniu głowy do wiadra pełnego wody. W czasach kiedy hazard nie był tak rozwinięty ludzie ze wsi radzili sobie organizując gambling na własną rękę. Zasady były proste, kto wytrzyma dłużej z głową pod wodą - wygrywa. Praktyka i chęć wygranej sprawiała, że na podwórkach wyrastali przyszli specjaliści od nurkowania głębinowego. Pewnego dnia pradziadek owinął szyję szalikiem i podszedł do grupki, pytając czy i on może spróbować. Młodzi roześmiali się widząc osobę starszą od nich o 15 lat, do tego mówiącą jak Darth Vader bez głosu.
- Na pewno? My tu na pieniądze się bawimy, a pan już jest stary. Żeby nie było żeśmy oszukiwali, mamy lepsze płuca - odrzekł jeden z nich.
Pradziadek wyciągnął portfel i położył go na stole z pulą pieniędzy.
- Wchodzę za wszystko - odparł typowym dla niego szeptem i chłopcy szybko zrobili mu miejsce przy wiadrze, licząc na szybki zarobek. Zadowolony pradziadek wsadził głowę do wiadra i czekał. Czas mijał a młodzi zaczęli się niepokoić, że obcy mężczyzna utonął więc wyciągnęli jego głowę.
- Co jest? - odpowiedział obciekający wodą pradziadek - Nie skończyłem -
- Na pewno? żeby się pan nie utopił -
- Spokojna Twoja głowa, wiem co robię -
Głowa pradziadka wróciła pod wodę, a zaniepokojeni chłopcy czekali aż wynurzy się na powierzchnię. Czekali 15 sekund, pół minuty, minutę, kilka minut. Mężczyzna pobijał wszelkie rekordy, więc postanowili mu przerwać i pogratulować zwycięstwa. Młodzi ludzie nie chcieli jednak rezygnować z pieniędzy, zorganizowali więc dogrywkę... i kolejną... i jeszcze jedną. Zmachani, niedotlenieni i ledwo żywi zmuszeni byli oddać cały swój przegrany dobytek.
- Jak pan to robi? To jest niemożliwe! - spytał jeden z uczestników zawodów.
Pradziadek odsłonił wtedy szyję i odpowiedział z uśmiechem, że przez cały czas mógł oddychać i nie potrzebował do tego nosa ani ust. Jego proces wymiany powietrza zaczynał się wcześniej. Młodzi byli oburzeni tak jawnym oszustwem, lecz zanim zdążyli zażądać zwrotu pieniędzy pradziadek sam oddał im łupy. Nie miał zamiaru ich okradać, a jedynie dać nauczkę.
- Nie bawcie się w hazard, zawsze znajdzie się kanciarz, który Was ogołoci - odrzekł, zabierając swój portfel - I nie palcie papierosów, bo skończycie jak ja. Paskudny nałóg - dodał, po czym zostawiając młodzież w szoku i niedowierzaniu odszedł w kierunku drogi do domu.
Więcej nie widział chłopców z wiadrem, więc albo poskutkowało, albo przenieśli się w bardziej ustronne miejsce.


[1] http://onkologopeda.pl/?q=aktualnosci/%C5%9Bwi%C4%99-laryngektomowanych

poniedziałek, 4 lutego 2019

Psi rycerze i groźny smok

Wracam z zakupów. Na chodniku mijam dwie starsze panie, intensywnie o czymś rozprawiające na środku przejścia. Wokół kobiet biegają luzem dwa, niewielkie psy. Jednym z nich jest mocno przekarmiony Jamnik, a drugim bukiet ras w różowych szeleczkach. Oba słodziaki rzeźbią fosę wokół swoich właścicielek, które mimo wymijających ich w pośpiechu ludzi nie raczą przesunąć się nieco w bok, żeby upłynnić ruch chodnika. Zza rogu wyłania się kobieta z psem na smyczy. Zwierzak wygląda na miks Owczarka.
Poprawiając siatki przypadkiem podsłuchuję kawałek rozmowy starszych pań.
- Ja to tym dużym psom nie ufam wcale. Nigdy nie wiadomo co im do głowy przyjdzie - rzecze jedna z kobiet.
- Bo to od wilka pochodzi, to wiesz? - odpowiada natychmiast druga.
Jak dobrze mądrych posłuchać...
Panie, gestykulując zawzięcie próbują przekonać siebie nawzajem jak niebezpieczne i nieposkromione potrafią być psy powyżej kolana. Owczarkowate idzie grzecznie przy nodze, podczas gdy właścicielka odwraca jego uwagę i odgradza go ciałem od rozmawiających kobiet.
Małe i gniewne w różowych szelkach z warkotem kosiarki rzuca się do nóg większego psa. Miłość do ciastek na krótkich nóżkach orientuje się w sytuacji i również dołącza do szarży koleżanki, mimo że oba psy nie sięgają większemu psu powyżej uda.
- Kapsel *gwizd* *gwizd* Kapsel! Do mnie Kapsel - zdziera gardło starsza pani, przerywając rozmowę z koleżanką.
- Fili! Zostaw pieska, Fili! - dołącza druga.
Ani Kapsel ani Fili nic sobie jednak nie robią z nawoływań i pogwizdywań. One mają misję. Muszą otoczyć i zatłuc smoka i uwolnić księżniczkę na drugim końcu smyczy. Waleczny duch w małym ciałku nakazuje im walczyć. 
Właścicielka Owczarka po tuningu stara się jak może żeby skoncentrować na sobie psa, ale małe podgryzacze nie ułatwiają zadania. W końcu smok nie wytrzymuje i odwarkuje maluchom, odganiając je uzębionym pyskiem od swoich nóg.
Starsze panie wpadają w panikę. Magicznie w ich rękach pojawiają się smycze. Ciumkając i gwiżdżąc próbują złapać swoje futrzane pociechy, które wchodzą w drugie stadium wściekłości. Paróweczek zostaje pochwycony pierwszy. Krótkie nóżki i wypchany bojlerek nie pozwalają mu na ucieczkę. Bukiet ras walczy dalej i niebezpiecznie blisko podbiega do warczącej coraz głośniej paszczy. W końcu udaje się pochwycić również księżniczkę w różu i panie niosąc małe traktorki wracają na miejsce docelowe, znajdujące się na środku chodnika. Właścicielka Owczarkowatego uspokaja psa, poprawia smycz w dłoni i idzie dalej. Pies odwraca się za siebie, ale po chwili odpuszcza i drepcze przy nodze swojej pani. Małe gniewne nie odpuszczają, dopóki smok nie zniknie im całkowicie z oczu. Tym razem się nie udało. Właścicielki puszczają swoje psiaki na ziemię i oswobadzają je ze smyczy.
- Mówiłam pani, nie ma co ufać dużym psom - odzywa się zmachana niewiasta, obserwując swoją węszącą księżniczkę.
- Z nimi nigdy nie wiadomo - potwierdza właścicielka paróweczki, po czym wracają do przerwanej brutalnie rozmowy.
 ¯\_(ツ)_/¯

niedziela, 3 lutego 2019

Szybki spacer

Kiedy wiem, że nie będzie mnie w domu przez pewien czas zabieram świniaka na dłuższy spacer połączony z zabawą. Mnóstwo właścicieli aktywnych psów jest zmuszonych do takich działań, żeby zapobiec niszczeniu przedmiotów czy wielogodzinnemu wyciu. Morfina nie ma lęków separacyjnych i nie zniszczyła w swoim życiu niczego celowo, więc w moim przypadku chodzi głównie o jej komfort. Po powrocie najada się, idzie spać i zazwyczaj przesypia czas kiedy nie ma mnie w domu. Nie lubię martwić się, że psu się nudzi albo nie dostał takiej dziennej dawki ruchu, jaką powinien.
Autobus tego dnia miałam o dziewiątej i wiedząc, że wrócić mogę dość późno, około godziny czwartej zwlekłam swe ciało z łóżka i prowadzona przez szczęśliwą Morfinę opuściłam mieszkanie.
Spacer, piłka, ćwiczenia węchowe, odpoczynek na ławce, zdobywanie gór, zabawa z innymi psami, głaski publiczności. Morświn może i jest śledziem, ale śledziem zdobywcą. Spokojne spacerki nie są dla niej, ona potrzebuje rozrywki.
Za klamkę ponownie złapałam w okolicach godziny siódmej. Byłam bardziej ubłocona niż pies i obie wymagałyśmy szybkiego ogarnięcia. Świniak dostał papu i biorąc w pysk miśka udał się na legowisko. Po uszykowaniu się i upewnieniu, że spakowałam wszystko co potrzebne odkryłam że mam jeszcze bonusowe pół godziny do autobusu. W sam raz, żeby wyjść na szybkie siku i opróżnić psi pęcherz do końca.
Obroża, smycz, kołowanie przed blokiem. Szybka zrzutka soczku i powrót do klatki.
- Patrz pan, wychodzą te ludzie na chwilę z psem przed dom tylko, lenie - usłyszałam z ust starszego pana, stojącego na środku chodnika i dyskutującego z innym starszym panem. Nie znałam ich, na pewno nie byliśmy sąsiadami.
- A potem się dziwią, że takie tłuste te psy są - odpowiedział drugi z panów.
- Nie tylko psy, właściciele też. Co się dziwić jak to zero ruchu ma, tacy ludzie nie powinni mieć psa, jeszcze takiego wielkiego. Taki wielki pies to nie do bloku się nadaje, tylko do domu z ogrodem -
- O właśnie, jak już to małe -
Udając, że nie słyszę weszłam do klatki, odstawiłam psa, który wrócił dokończyć drzemkę, zgarnęłam torbę i wyszłam na spotkanie z autobusem, mijając po drodze mężczyzn stojących w dalszym ciągu na chodniku.
Lekcje na dziś: 
1. Duże psy tylko do domku z ogrodem, 
2. Małe psy nie potrzebują ruchu, 
3. Nikt nie wie o Tobie więcej niż obcy ludzie, nawet Ty.