Co tu się dzieje?

Witam!
Szybkim wstępem: Morfina to moja suka (Golden Retriever), przez którą wielokrotnie jestem świadkiem sytuacji których normalnie bym nie zobaczyła. Te sytuacje są opisywane na tym właśnie blogu. Jeśli jesteś tu przypadkiem to wiedz, że bardzo zbłądziłeś.

sobota, 15 grudnia 2018

Mity na temat psów, w które niektórzy wierzą do dziś cz. 2

Część pierwsza: KLIKNIJ TUTAJ

11. Psy nie rozróżniają ludzkich emocji i mimiki

Należy zacząć od tego, że ludzka twarz nie jest symetryczna, mimo iż taka może się wydawać. Gdyby wykonać lustrzane odbicie naszej lewej strony twarzy oraz prawej, powstałe obrazy znacząco by się od siebie różniły.



System "czytania" emocji z mimiki jest podświadomy i polega na kierowaniu wzroku najpierw na lewą stronę twarzy drugiej osoby (nasze lewo). To z tej połówki dowiadujemy się czy ktoś jest szczęśliwy, smutny, zły, zażenowany itp. Dzieje się tak dlatego, że nasza prawa strona twarzy okazuje się być bardziej szczera i dokładniejsza w przekazywaniu właściwych emocji. Jesteśmy jedynym żywym gatunkiem, który postępuje w ten sposób i u którego taki proces odczytywania emocji zapisany jest już w kodzie genetycznym.
Jedynym... poza psami.

BBC przeprowadziło eksperyment, w którym pokazywano psom różne obiekty na ekranie. Były to przypadkowe przedmioty, oraz twarze innych zwierząt i ludzi. Specjalne kamery śledziły trasę poruszania się gałek ocznych psów i okazało się, że podopieczni wykazują tę samą taktykę rozpoznawania emocji i kierują spojrzenie najpierw na lewą stronę twarzy, jednak robią to tylko w stosunku do ludzi. Kiedy na ekranie pojawiały się przedmioty, czy inne zwierzęta psy nie "badały" ich w ten sam sposób, w jaki badały twarze ludzi. Fakt, że proces ten jest nieświadomy i niewyuczony przemawia za ewolucją, jaką przeszły psy przez obecność w ich bliskim otoczeniu ludzi. Żadne inne zwierzę poddane testowi nie wykazywało podobnych zachowań, co czyni psy pierwszymi poza ludźmi udowodnionymi naukowo zwierzętami potrafiącymi odczytywać emocje gatunków innych niż własny.


To jednak nie jedyny dowód. Naukowcy z Instytutu badawczego Messerli w Austrii wykonali kolejny eksperyment udowadniający, że psy świetnie radzą sobie z czytaniem mimiki. 20 psów zostało nauczonych reagowania na obrazki przedstawiające różne rodzaje ludzkich emocji. Połowa psów była nagradzana za wskazanie nosem smutnej/złej twarzy, a druga za wskazanie twarzy szczęśliwej. Zwierzętom utrudniono zadanie i pokazywano im tylko jedną połowę twarzy na raz (górnej lub dolnej), nie mogły więc połączyć kształtu oczu i ust jednocześnie. Mimo to psy świetnie poradziły sobie z eksperymentem i udowodniły, że potrafiłyby rozpoznać emocje człowieka, nawet gdyby ten miał tylko połowę twarzy. Co więcej, psom których zadaniem było wskazanie twarzy smutnej/złej nauka zajęła trzy razy więcej czasu niż drugiej grupie.




"To tak jakby psy instynktownie nie chciały znajdować się w pobliżu negatywnych emocji, mimo że działy się one tylko na ekranie" określił to zachowanie Dr Kun Guo - psycholog i ekspert relacji ludzko-zwierzęcych z Uniwersytetu Lincolna. [1]

12. Należy uczyć psa tylko jednej komendy na raz

Niektórzy twierdzą, że należy opanować jedną komendę do perfekcji, by przejść do nauki kolejnej. Prawda jest jednak taka, że psi mózg jest wielozadaniowy, a monotonia powtarzania cały czas tych samych czynności grozi nudą i frustracją obu stron. Zaleca się łączenie już poznanych sztuczek, z tymi będącymi w trakcie realizacji, żeby zapobiec takim sytuacjom.
Psy bardzo gładko potrafią przejść z "siad" do "leżeć", a następnie do "turlaj się". Dlaczego więc tego nie wykorzystać? Nie należy się oczywiście spodziewać, że pies nauczy się dziesięciu zupełnie różnych komend na raz, ale z pewnością niektóre z nich, będące kontynuacją poprzednich nie przysporzą czworonogowi trudności. Perfekcja przychodzi z czasem i nie jest wymagana do kontynuowania dalszej nauki.



13. Pies uczony za przysmaki będzie się starał tylko jeśli dostanie nagrodę

Psy uczone metodami pozytywnymi najczęściej zachęcane są do współpracy jedzeniem, ponieważ w większości przypadków jest to ich słabość. 





Prawdą jest, że pies chętniej wykona wyuczoną komendę, jeśli w dłoni będzie znajdować się coś co przykuje jego uwagę i da z siebie wszystko, żeby tylko to dostać. Nieporozumieniem jest jednak twierdzenie, że pies wyuczony jakiejś sztuczki będzie ją wykonywał tylko za nagrodę. Należy pamiętać, że psy to zwierzęta bardzo socjalne i chcą, żeby właściciel był z nich zadowolony. Motywacją do działania jest nie tylko jedzenie, ale również pieszczoty, czy zabawa. Pies który raz opanował daną komendę do perfekcji będzie ją wykonywał odruchowo, nie zastanawiając się nad nią zbytnio. To tak jak z przechodzeniem przez jezdnię. Człowiek, który raz nauczył się rozglądania przed wkroczeniem na ulicę będzie to robił przez całe życie mimowolnie.
Żeby ograniczyć spożycie ciastek przez kudłatego ucznia zaleca się stopniowe zmniejszanie dawki przez przyznawanie nagrody tylko za wykonanie kilku sztuczek, zamiast nagradzania każdej osobno.

14. Psi pysk ma mniej zarazków niż ludzkie usta, a psia ślina leczy!

"Porównywanie psiej jamy ustnej do ludzkiej jest jak porównywanie jabłek do pomarańczy" - Colin Harvey, profesor Uniwersytetu Weterynaryjnego w Pensylwanii i sekretarz wykonawczy American Veterinary Dental College.
Zarówno pies jak i człowiek mają w swojej jamie ustnej pełno drobnoustrojów. Niektóre bakterie można spotkać tylko u ludzi, podczas gdy inne zadomowiły się również w psich pyskach. Doskonałym przykładem jest tutaj rodzina bakterii, która jest znana z powodowania chorób przyzębia u ludzi i psów - Porphyromonas. Naukowcy odkryli, że psy mają rodzaj bakterii zwanych P. gulae, podczas gdy ludzkie usta zawierają jego krewnego, P. gingivalis.
W rzeczywistości psy mają w jamie ustnej ponad 600 różnych rodzajów bakterii, co jest liczbą bliską liczbie 615, która jest liczbą rodzajów bakterii jaką naukowcy Harvardu znaleźli w ludzkich ustach. Dla porównania w jamie ustnej kota znajduje się ich zaledwie 300 rodzajów.




Mit wziął się prawdopodobnie z faktu, że zazwyczaj nie wymieniamy się z psami chorobami mimo kontaktu psiej śliny z człowiekiem. Powodem tego jest fakt, że większość bakterii w pysku psa nie jest zoonozami - co oznacza że nie są w stanie one rozwijać się w ludzkim organizmie.
Całowanie psa jest więc dużo bezpieczniejsze pod względem zakaźnym niż całowanie drugiego człowieka, jednak nie oznacza to, że psi pysk jest czystszy od ludzkich ust. Ma on po prostu niekompatybilny zestaw zarazków. [2]
Jeśli chodzi o lecznicze właściwości psiej śliny, to sprawa jest bardziej skomplikowana. Większość ssaków, wliczając w to ludzi liże swoje rany. Antyczne kultury wierzyły, że psia ślina ma niemal magiczne właściwości lecznicze i zarówno Egipcjanie jak i Grecy stosowali ją do leczenia ran. Krąży nawet niepotwierdzona legenda, że legiony Cezara zawierały oprócz żołnierzy "leczące psy", które miały lizać rany walczących, by te goiły się szybciej.




Teoria nie jest kompletnie błędna i ma swoje podłoże biologiczne. Ssaki liżą rany, ponieważ język usuwa brud i zanieczyszczenia z zewnętrznej strony uszkodzonej skóry, co obniża prawdopodobieństwo wystąpienia infekcji. Oczywiście zbyt intensywne lizanie może powodować powstawanie hot spotów i wydłużać czas gojenia się ran. 
Jak się okazuje, istnieją pewne białka w ślinie zwane histatynami, które mogą zapobiec infekcji i chronić ranę przed patogenami. Badania wykazują, że polizane rany goją się dwa razy szybciej niż te, które nie miały kontaktu ze śliną. W tych właściwościach psia ślina nie jest sama. Ślina wszystkich ssaków - w tym ludzi wykazuje podobną aktywność gojenia się ran, co może wyjaśniać tradycję całowania ran, czy otarć dzieci, by te poczuły się lepiej mimo że obecnie to tylko wyraz troski.
Należy jednak zaznaczyć że "lecznicze" właściwości śliny są ograniczone do własnego gatunku. Psia ślina działa na psa, a ludzka na człowieka. Jeśli lizanie występuje międzygatunkowo nie jest już tak zdrowe ze względu na wspomniane wcześniej różnice w bakteriach i mikrobach.
Czy to oznacza, że powinniśmy pozwolić psom na lizanie ran, a może nawet zacząć stosować tę praktykę u ludzi?
Niekoniecznie. Jeśli odstawić na bok właściwości lecznicze ślina wiąże się z ryzykiem. Weźmy na przykład bakterię Pastuerella. Bakteria ta jest nieszkodliwa w jamie ustnej, ale może doprowadzić do poważnych infekcji, jeśli zostanie wprowadzona do otwartej rany, powodując choroby, które mogą doprowadzić do amputacji, a w skrajnych przypadkach nawet do śmierci. Istnieje wiele innych zarazków, które nie powinny być wprowadzane do rany. Nadmierne lizanie uszkodzonej skóry może również prowadzić do infekcji i samookaleczenia.
Porównywanie czystości ludzkich i psich ust mija się również z istotną kwestią: higiena jamy ustnej.




Zarówno psy, jak i ludzie są jednakowo podatni na choroby zębów, to czy będą one w dobrym stanie, a bakterie będą się na nich namnażać zależy w znacznym stopniu od zachowania higieny, szczotkowania i stosowania preparatów ochronnych.
Wisienką na torcie są także naturalne psie zachowania jak: zjadanie śmieci, lizanie brudnych obiektów, czy czyszczenie odbytu i genitaliów.




Tych czynności ludzie nie wykonują, a przynajmniej nie jest to ogólnie przyjętą normą (nie oceniam, każdy ma swoje fetysze). W związku z tym ludzkie usta wolne są od bakterii, które znajdują się w psim pysku dzięki takim właśnie praktykom.
Za mitem przemawiała także teoria, że ludzkie ugryzienia goją się dłużej niż psie. Została ona jednak odrzucona, jako że długość gojenia się takich ran zależy od ilości bakterii w jamie ustnej, a jak wiemy usta ustom nierówne. Naukowcy udowodnili, że ugryzienie psa którego zęby były w złej kondycji goi się tak samo długo jak takie samo pogryzienie przez człowieka.
Podsumowując: Czy psia ślina zawiera antybiotyki? W nieznacznym stopniu.
Czy psia jama ustna jest czystsza od ludzkiej? Niestety nie. Zawiera inne rodzaje bakterii, ale ich ilości są zbliżone, a czasem nawet większe od tych znajdujących się w ludzkich ustach.

15. Psy widzą na czarno-biało

Ten mit wziął się z przekręcania informacji o różnicach w widzeniu naszym, a psim. Prawdą jest, że nasi czworonożni przyjaciele widzą świat inaczej, lecz nie jest on dla nich wcale czarno-biały.
Wzrok psów zachowuje się podobnie jak wzrok osób cierpiących na Deuteranopię (Daltonizm) - wadę wzroku, polegającą na nierozpoznawaniu barwy zielonej i czerwonej.
Różnice pojawiają się także w widzeniu skali szarości, ostrości i jasności. 
Jako że głównym zmysłem przewodzącym u tych zwierząt jest węch, a wzrok znajduje się na trzecim miejscu (zaraz po słuchu) nie jest on tak dobrze wykształcony jak u ludzi. Psy widzą obiekty mniej wyraźne, przyciemnione i lekko rozmazane. [3]

Obraz, który widzi człowiek:




Oraz jak ten sam obraz widzi pies:




Ludzie (i psy) mają dwa typy receptorów koloru: pręciki i czopkiCzopki odpowiedzialne są za percepcję kolorów – niebieskiego, czerwonego i zielonego. Dany kolor „wychwytywany” przez dany czopek zależy od zakresu padającego na niego światła. Pręciki, w odróżnieniu od czopków, nie potrzebują pełnego światła do swojego prawidłowego działania. Odpowiedzialne są za widzenie zarysów przedmiotów oraz wykrywanie ruchu. Dzięki nim wiemy, jaki rozmiar ma obserwowany przez nas obiekt oraz jesteśmy w stanie określić jego położenie oraz fakt poruszania się. Same pręciki nie rozpoznają kolorów, dla nich wszystkie obiekty są czarno-białe. Pręcików jest ponad 10 razy więcej niż czopków. [4] Całkowity brak czopków, lub ich wyłączenie powoduje ślepotę, natomiast pręcików - ślepotę kurzą (zmierzchową), czyli problemy z widzeniem przy ograniczonym dostępie światła.
Psy posiadają tylko dwa rodzaje czopków (jak Daltoniści), podczas gdy zdrowe ludzkie oko zawiera ich trzy rodzaje. To powoduje, że widzenie barw u psów jest znacznie ograniczone. 



Przez zwiększoną liczbę pręcików w psim oku w stosunku do oka ludzkiego, psy są lepsze w widzeniu w nocy. Ten efekt zwiększa jeszcze dodatkowa warstwa na psim oku zwana Tapetum Lucidum (Błona odblaskowa).




Odbite od niej światło kierowane jest do fotoreceptorów, zwiększając skuteczność widzenia w warunkach słabego oświetlenia. Dzięki czemu oczy psów "świecą" w nocy.




Psy są również bardzo krótkowzroczne w porównaniu do ludzi. Specjalny test zrobiony na potrzeby eksperymentu przyznaje psom widoczność 20/75. Oznacza to, że psy widzą obiekt z odległości 20 stóp (6 metrów) tak samo niewyraźnie, jak człowiek widzi go z odległości 75 stóp (23 metrów). Są jednak lepsze w wychwytywaniu ruchomych obiektów i robią to znacznie szybciej niż ludzie. 

Jak to widzi człowiek:




A jak pies:




Psy są również dwukrotnie słabsze w rozróżnianiu stopni jasności od ludzi.

Widziane przez człowieka:




Widziane przez psa:




Nie należy im jednak współczuć tych niedoskonałości, ani martwić się jak sobie z nimi radzą. Psi węch, który jest dużo bardziej czulszy od ludzkiego świetnie im te straty wzroku rekompensuje.

16. Pies przekrzywia głowę kiedy jest zdziwiony




To nie jest do końca prawdą, lecz nie jest też całkowitym kłamstwem.
Psy reagują przekręcaniem głowy na zjawiska lub dźwięki, które są dla nich nowe lub dziwne. Robią to jednak, żeby odpowiednio "nastawić" uszy i kiedy zjawisko lub dźwięk się powtórzy móc porównać go do czegoś co znają. 




Niewyraźne słowa lub nienaturalne dźwięki psy usiłują natychmiastowo dopasować do czegoś co rozumieją. To dlatego, kiedy niechcący wymówi się słowo "spacer" podczas rozmowy z kimś, pies który przypadkiem je usłyszał może przekręcić głowę, ponieważ ze względu na resztę wypowiedzianych wyrazów nie jest on pewny czy usłyszał poprawnie i dobrze odczytał sygnał. Psy czasem porównują też wyrazy brzmiące podobnie. 
Morfina przekrzywieniem głowy reaguje na słowo "dżemik", ponieważ jest podobne do słowa "idziemy", które zna i wie co oznacza, jednak choć wyrazy brzmią podobnie zdaje sobie sprawę, że nie są identyczne.
Pies nie przekrzywia więc głowy ponieważ jest zdziwiony, lub zszokowany, ale robi to, bo koncentruje się na tym, co zostało powiedziane i ma nadzieję na rozpoznanie wypowiedzianych słów, lub zaistniałego zjawiska.
Ponadto, mimo iż psy potrafią usłyszeć częstotliwości niedostępne dla ludzkiego ucha nie są one zbyt dobre w określaniu skąd dany dźwięk pochodzi. Psy próbują więc "wyregulować" małżowinę, aby lepiej wykryć źródło dźwięku. 




Przechylanie głowy może być zarówno odpowiedzią na sygnały dźwiękowe jak i wizualne. Jak twierdzi Stanley Coren z "Psychology Today" pysk psa może utrudniać dostrzeżenie źródła dźwięku, jeśli jest ono widoczne. Odchylając głowę pies koryguję więc również widzenie przedmiotu. Spośród 600 ankietowanych właścicieli psów, 71% posiadaczy psów z większymi kufami donosiło, że ich psy często przekrzywiały głowy, kiedy koncentrowały się na człowieku w porównaniu do zaledwie 52% właścicieli psów ras brachycefalicznych (z krótkimi kufami).
Jeśli nie wierzycie w słowa Corena możecie wykonać prosty eksperyment. Zegnijcie palce w pięści i przyłóżcie je do obu stron nosa tak, żeby kciuki dotykały policzków. A teraz z tą prowizoryczną kufą spróbujcie spojrzeć na swoją klatkę piersiową, czy brzuch. Ograniczone widzenie? No właśnie. 
Dr Nicolas Dodman - psi behawiorysta i emerytowany profesor w Szkole Weterynarii Cummingsa na Uniwersytecie Tufts jest przekonany że przekrzywianie głowy świadczy o psiej inteligencji i zwierzęta które wykazują takie zachowanie są bardziej ciekawe i żądne zrozumienia świata, oraz człowieka od tych, które nigdy głowy nie przekrzywiają.
Mówiąc prościej przekrzywienie głowy nie oznacza "O, co to?", lecz raczej "To mi się z czymś kojarzy, ale na razie nie wiem z czym".
Branie takiej reakcji za zdziwienie nie jest co prawda dużym i niewybaczalnym błędem, ale nie jest też technicznie poprawne.

17. Zabawa szarpakiem może wywołać agresję, tak jak jedzenie surowego mięsa

Zacznijmy może od mięsa.
Wyobraźmy sobie taką sytuację. Pies delektuje się swoim posiłkiem i pochłania kolejne kawałki mięsa, lub obgryza sobie smaczną kość. Inny pies, lub człowiek podchodzi do jedzącego psa, a zwierzę warcząc rzuca się by odgonić natręta. Szybki wniosek? Surowe mięso wzbudza agresję u psów. Prawdziwy wniosek? Pies broni zasobów i będzie to robił niezależnie od formy podawanego pokarmu. Należy z nim popracować, a nie eliminować surowiznę z diety.
No dobrze, a co z psami które nie broniły zasobów kiedy były na suchej karmie, ale zaczęły to robić na BARFie?
Jeśli dziecku, które dotychczas jadło kaszki damy frytki, a potem będziemy chcieli te frytki odebrać, będzie ono protestowało mimo że nie miało nic przeciwko oddaniu kaszki. Czy frytki wywołują agresję? Nie.
Mięso jest bardziej atrakcyjne dla psa od suchej karmy, tak jak dla dziecka frytki mają przewagę nad kaszką. To logiczne, że oboje będą bronić jedzenia, które jest lepsze smakowo niż to co jedli do tej pory.
Niestety wielu ludzi przejawia raczej punkt widzenia obwiniający rodzaj jedzenia, do którego przyczynia się też zbyt prosty tok myślenia i niepoprawne łączenie faktów. 
"Pies zjada surowe mięso. Kto jeszcze je surowe mięso? Wilki i dzikie zwierzęta. Wilki są agresywne i złe, więc jeśli pies będzie żywił się jak wilk na pewno przejmie też agresywne zachowania."
Wiecie czym się żywią szerszenie? Głównie owocami i sokiem drzewnym. A Hipopotamy? Są jaroszami, ale mimo to są uznawane za jedne z najgroźniejszych zwierząt Afryki i potrafią schrupać krokodyla, kiedy ten im podpadnie. Strategia "Jesteś tym co jesz" nie jest niestety tak prostoliniowa jak się niektórym wydaje.
Dlaczego ludzie sprowadzają się do takiego myślenia? Bo tak jest prościej. Dużo łatwiej jest wyeliminować surowe mięso z diety psa niż popracować nad jego zachowaniem. To jednak nie usunie problemu. Może go jedynie na chwile przykryć.

Ludzie obwiniają surowiznę za agresję, podczas gdy prawda może być zupełnie odwrotna.

Karmy dla psów zazwyczaj zawierają wypełniacz w postaci węglowodanów. Ryż, ziemniaki, czy w przypadku tańszych firm zboża, przyczyniają się do podwyższenia poziomu cukru we krwi, powodując produkcję insuliny (w celu obniżenia tego poziomu). Niestety, nawet gdy poziom cukru we krwi jest kontrolowany przez insulinę, w systemie nadal znajduję się go zbyt wiele, co powoduje zaburzenia zachowania, które można porównać do dzieci, które właśnie pochłonęły o trzy kawałki ciasta za dużo. Pies staje się hiperaktywny i nie wie co zrobić z nagromadzoną energią. 
W przeciwieństwie do suchej karmy, świeża żywność zawiera mnóstwo rozpuszczalnych w wodzie witamin, a w przypadku mięsa kojące umysł witaminy z grupy B. Z tego powodu dzieciom z ADHD zaleca się posiłki ze świeżą żywnością.
Żucie mięsa uwalnia również u psa dopaminę - neuroprzekaźnik odpowiadający za poczucie euforii, motywację do działania oraz kontrolę mięśni. 

Mit szarpaków wzbudzających agresję prawdopodobnie wziął się z obserwacji ludzi postronnych. Zabawa niektórych psów (zwłaszcza tych większych) może wyglądać niebezpiecznie, a jeśli do tego dochodzą sygnały wokalne, jak szczekanie czy warczenie można pomyśleć że zwierze jest agresywne, podczas kiedy ono tylko bawi się w swój typowy, mało delikatny sposób. Psy używają pyska niemal do wszystkiego, w tym także do zabawy.




Nie ma jednak żadnych podstaw aby sądzić iż siłowanie się psa ze swoim właścicielem, lub innym psem wzbudzi jego agresję. To jak twierdzenie, że uczenie dzieci sztuk walki sprawi, że staną się agresywne.

18. Psy z czarnym podniebieniem są złe

Ten mit w każdym kraju wygląda nieco inaczej. W Polsce psy z czarnym podniebieniem są uznawane za bardziej agresywne i charakterne, w Ameryce uważa się, że czarne podniebienie świadczy o inteligencji i łatwości w szkoleniu, w niektórych miejscach Rosji uznaje się je za przejaw wybitnych zdolności do polowań. W Australii mit jest właściwie całkowicie odwrócony: "If a dogs mouth is black, it's a good dog, the more white the worse the dog.." tłum. "Jeśli usta psa są czarne, to dobry pies, im więcej białego tym pies gorszy"
Skąd taka rozbieżność?
Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że żadna z tych teorii nie ma pokrycia w nauce.
W Polsce degradujemy czarny do koloru (mimo, że czarny to technicznie nie kolor) złego, oznaczającego coś niedobrego, przejawu demonicznych sił. Przykładem są tutaj czarne koty, które w naszej kulturze (lecz nie tylko) przynoszą pecha.




Teoria wybranych kolorów podniebień doprowadziła do tego, że szczenięta z podniebieniem o kolorze preferowanym i uznawanym za lepsze były szkolone i rozmnażane dalej. Młode z takiej hodowli również miały rodzaj pigmentacji przejęty po rodzicach. Szczeniaki były bardziej inteligentne, co miało potwierdzać wyższość danego koloru nad innym. Fakt jest jednak taki, że szkolone, selekcjonowane psy, u których rozwijano intelekt i ich wrodzone predyspozycje przekazywały te zdolności potomstwu. Kolor podniebienia nie miał tutaj najmniejszego znaczenia.
To jakby twierdzić, że piegowaci ludzie są lepsi w przedmiotach ścisłych, a Ci z pieprzykami na nogach łowią więcej ryb. Żadne z tych zdań nie ma najmniejszego sensu i odzwierciedlenia w rzeczywistości. 
Pigmentacja nie wpływa na zdolności ani cechy charakteru.

18. Merdanie ogonem to oznaka przyjacielskości i dobrych zamiarów

Tak... ale nie zawsze.




Psy merdają ogonami zazwyczaj kiedy są szczęśliwe, lub witają się z ludźmi/innymi psami i chcą okazać przyjacielskość. "Zazwyczaj" jest tutaj słowem klucz. Psychologia psiego ogona jest dużo bardziej zawiła niż mogłoby nam się wydawać.
Podczas gdy niektóre merdania są rzeczywiście związane ze szczęściem, inne mogą oznaczać strach, niepewność, społeczne wyzwanie, a nawet ostrzeżenie przed pogryzieniem. W pewnym sensie merdanie ogonem służy tym samym funkcjom komunikacyjnym, co ludzki uśmiech. Jest to sygnał społeczny, który zazwyczaj oznacza sympatię i dobre zamiary, lecz są sytuacje w których ma zupełnie inny przekaz. Kiedy ktoś uśmiecha się do Ciebie w ciemnej uliczce, trzymając w ręce nóż raczej nie można liczyć na przyjacielskie zamiary. Są uśmiechy pobłażliwe, prześmiewcze i sarkastyczne. Tak samo zróżnicowana jest dla psa komunikacja ogonowa.
Ważna jest pozycja ogona, szybkość merdania, a nawet jego kierunek (merdanie bardziej w prawo oznacza przyjacielskie zamiary, podczas kiedy merdanie w lewo oznacza zazwyczaj negatywne odczucia).[5]

Source: S Coren

To nie jest tak dziwne odkrycie, jak mogłoby się wydawać na początku. Badania wykazały, że u wielu zwierząt, w tym ptaków, żab, małp i ludzi, lewa półkula mózgu specjalizuje się w zachowaniach związanych z tym, co naukowcy nazywają podejściem i pogodą ducha. U ludzi oznacza to, że lewa półkula wiąże się z pozytywnymi odczuciami, takimi jak miłość, poczucie przywiązania, poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Jest również powiązana z markerami fizjologicznymi, takimi jak wolne tętno. Prawa półkula specjalizuje się w zachowaniach związanych z wycofaniem i wydatkami energetycznymi. U ludzi jest powiązana z chęcią ucieczki, lękiem i depresją. Fizjologiczne sygnały obejmują szybkie tętno i wyłączenie układu pokarmowego.
Ponieważ lewa półkula kontroluje prawą stronę ciała, a prawa półkula kontroluje lewą stronę ciała, aktywność w jednej połowie mózgu objawia się jako ruchy po przeciwnej stronie ciała. Na przykład, pisklęta wolą używać prawego oka do szukania jedzenia (podejście) i lewego oka do obserwacji drapieżników (unikanie). U ludzi mięśnie po prawej stronie twarzy mają tendencję do odzwierciedlania szczęścia (lewa półkula), podczas gdy mięśnie po lewej stronie twarzy odzwierciedlają nieszczęście (prawa półkula).
Merdający ogon jest także sygnałem uspokajającym, który może oznaczać, że pies czuje się niepewnie i chce żeby zostawić go w spokoju. Dlatego czasem przy szczekaniu i jasnym przekazie próby odstraszenia, występuje również merdanie ogonem. W takiej sytuacji nie jest to przyjazny sygnał. Jeśli do tego występuje obchodzenie łukiem, posikiwanie, oblizywanie pyska, lub odwracanie wzroku to mamy przykład zastosowania wielu sygnałów uspokajających jednocześnie.
Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej na temat sygnałów uspokajających i kiedy są one stosowane polecam książkę Turida Rugaasa o tymże właśnie tytule.




Wracając do tematu merdania, jak widać nie zawsze oznacza ono to samo. Nie należy być więc zdziwionym, jeśli pies którego zachowanie odbieraliśmy jako przyjacielskie i pozytywne rzuci nam się niespodziewanie do ręki. Jest wysoce prawdopodobne, że zwierzę ostrzegało nas przed tym od początku, a to my nie potrafiliśmy odczytać prawidłowo przesyłanych sygnałów.

19. Psy "kopulują" by okazać dominację

Próby kopulacji występują u psów nie tylko w sezonie rozrodczym, a ruchy kopulacyjne mogą przejawiać zarówno suki jak i psy. Ofiarą mogą paść zwierzęta tej samej płci, innego gatunku lub nawet obiekty nieożywione. Czy to oznacza, że nasz pies jest zboczony i ma nieopanowane potrzeby? W większości przypadków odpowiedź brzmi nie.




Ruchy kopulacyjne do niedawna były uznawane za przejaw dominacji względem innych osobników. Teoria została jednak obalona kiedy stwierdzono predyspozycję do wspinania się na inne psy u osobników które nie były pewne swojego miejsca w hierarchii. Psy sprawdzały w ten sposób jak daleko mogą się posunąć z poszczególnymi psami zanim zostaną pogonione. Teoria dominacji nie uwzględniała także faktu zamiany miejsc. Pies kopulujący bardzo szybko może stać się ofiarą drugiego psa, który stosuje na nim te same praktyki i żaden z nich nie ma nic przeciwko. Jest to jedno z wielu zachowań społecznych, które przejawiane są głównie w grupie jak tzw. "sikanie na sucho" występujące głównie u samców, kiedy pies podnosi nogę lecz nie oddaje moczu, a tylko imituje ten proces. Psy zachowują się tak tylko w obecności innych przedstawicieli gatunku, zazwyczaj żeby zaaklimatyzować się w grupie i nie być odrzuconym. To jasny sygnał "Patrzcie, jestem psem i właśnie obsikałem to drzewo, bo tak robią psy. Mogę do Was dołączyć, jako że Wy też jesteście psami?"
Okazuje się że psy "kopulują" by pozbyć się nadmiaru energii, lub kiedy są znudzone i niepewne siebie, podekscytowane, lub zestresowane. Jest to naturalne zachowanie jeśli zdarza się sporadycznie, należy jednak uważać by nie przerodziło się w nawyk, który trudno będzie wykorzenić, a który niekoniecznie będzie akceptowany przez inne psy i ich właścicieli.

20. Psy nie kochają, one tylko przyzwyczajają się do wygód i jedzenia 


Neurolog Gregory Berns użył MRI (rezonans magnetyczny), aby sprawdzić, czy psy doświadczają emocji w taki sam sposób jak ludzie.  
Do badania pies musiał być przytomny, a ciasne i głośne urządzenie nie sprzyja siedzeniu w bezruchu, więc do badania został użyty specjalnie wyszkolony pies, który został wyciszony na dźwięki swoistymi "stoperami".
Pies otrzymywał jedzenie od właściciela, a następnie od obcych ludzi by sprawdzić czy zareaguje on tak samo na obie formy podawania żywności. Poszczególne partie mózgu są aktywne (podświetlają się) jeśli pies odczuwa uczucie przywiązania i miłości. Są to te same partie mózgu jakie przypisuje się tym samym uczuciom u ludzi. Okazało się, że część mózgu odpowiedzialna za emocje związane z miłością była najbardziej aktywna, kiedy pies widział swoją panią, mimo że podawane przez obcych ludzi jedzenie niczym nie różniło się od tego jakie przynosiła właścicielka.
Badanie w filmiku poniżej:




No dobrze, mamy dowód na to, że psy potrafią kochać i wiedzą co to miłość, ale jak rozpoznać czy mój własny pies mnie kocha? Jeśli pies podąża za właścicielem mimo że ten w danej chwili nie nagradza go, nie karmi, ani nie wyprowadza na spacer oznacza to, że zwierzę chce być blisko tej osoby cały czas i jest smutne lub niespokojne kiedy właściciel znika mu z oczu. Pies nie podążałby za kimś komu nie ufa i kogo nie kocha. Kolejną oznaką psiej miłości są emocjonalne przywitania, kiedy długo przebywało się poza domem, lub kładzenie głowy na kolanach właściciela, czy jakakolwiek forma potrzeby fizycznego kontaktu.

21. Jeśli pies załatwia się w domu, wsadź mu nos w nieczystości

To chyba najbardziej nonsensowna, szokująca i krzywdząca praktyka z jaką się spotkałam.



Przeanalizujmy sytuację.
Właściciel psa wraca z pracy do domu i natyka się na kałużę w salonie. Człowiek się złości i w ramach pokazania psu przestępstwa jakiego zwierzę się dopuściło wkłada mu nos w siuśki. Według człowieka jest to logiczne. Pies zobaczy że właściciel złości się kiedy ten nabrudzi w domu i przestanie to robić. Rzeczywistość jest jednak inna, a psie rozumienie świata i łączenie wątków przyczynowo-skutkowych znacząco różni się od ludzkich. Jedyne co pies wyciągnie z tej lekcji to to, że jego pan wracając do domu jest zły, więc należy się przed nim ukryć. Pies nie skojarzy kary, którą odbywa teraz, z zachowaniem którego dopuścił się kilka godzin wcześniej. Psia pamięć tak nie działa. Pies kojarzy karę z zachowaniem które ma miejsce teraz, w danej chwili, a nie w przeszłości. Kara skojarzy mu się z powrotem właściciela, którego zacznie się bać, lub z samym faktem przebywania w salonie, albo też z porą dnia o jakiej jego pan wraca z pracy. Takie "techniki szkoleniowe" prowadzą tylko do dezorientacji i niszczenia więzi z psem oraz zaufania. Nawet jeśli pies zostanie przyłapany na gorącym uczynku, wsadzanie mu pyska w nieczystości sprawi tylko że w jego mózgu powstanie powiązanie mówiące o tym, że brudzenie w domu jest w porządku i nie trzeba zachowywać higieny. Skoro sam właściciel utaplał mu cały nos, to musi to być naturalne i tego właśnie się od niego oczekuje.
Należy również znaleźć przyczynę załatwiania się w domu. Bardzo młode psy robią to, ponieważ jeszcze nie przyswoiły sobie, że należy siusiać na zewnątrz, lub też nie wytrzymują długiej przerwy między wyjściami (w końcu to psie dzieci i mają mały pęcherz). Jeśli sprawa dotyczy psich seniorów, to ich możliwości wstrzymywania mogą nie być już takie jak kilka lat temu i należy im to wybaczyć, oraz zwrócić się o pomoc do specjalisty, tak jak w przypadku dorosłych psów z tym problemem. Przyczyną może być choroba i metody awersyjne nic tutaj nie pomogą, a mogą jedynie wzmocnić lęk przed właścicielem.
Do wszystkich, którzy twierdzą że "Ich pies tak właśnie się nauczył" mam ważną informację. On nauczył się pomimo tego, a nie dzięki temu. Jest zasadnicza różnica.



Bibliografia:

[1] https://www.bbc.com/news/science-environment-31384525
[2] https://www.akc.org/expert-advice/health/is-dogs-mouth-cleaner-than-humans/
[3] https://www.businessinsider.com/how-dogs-see-the-world-compared-to-humans-2015-7?IR=T
[4] https://polki.pl/zdrowie/oczy,czopki-i-preciki-podstawa-wzroku,10385584,artykul.html
[5] https://www.psychologytoday.com/intl/blog/canine-corner/201112/what-wagging-dog-tail-really-means-new-scientific-data

piątek, 14 grudnia 2018

Irys i skarpetka

- Tatoo! - rozbrzmiewa cienki, piskliwy głosik za oknem - Tatoo! -
W jakiś sposób mimo powstania telefonów komórkowych i funkcjonujących domofonów dzieci dalej zachowują tradycję wołania rodziców pod balkonami. Niezwykłe, tylko czy to musi odbywać się o 5:30?
Wyglądam przez okno i widzę syna sąsiadów z Huskim na smyczy. Młody wypruwa sobie płuca, budząc przy okazji cały blok, ale ojciec w końcu wychodzi na balkon w piżamie i kurtce.
- Nie drzyj się, sąsiadów obudzisz! -
Za późno panie sąsiedzie. Tak gdzieś o czternaście "Tato!" za późno.
- Bo Irys zeżarł skarpetkę! -
- Co? -
- Taką cienką pończoszaną jak mama nosi -
- A gdzie on to znalazł i czemuś mu nie zabrał? -
- Tu pod balkonami leżała, nie zdążyłem! -
- No to musiała być niewyprana że się piesek skusił na sery - komentuje z uśmiechem starszy pan, przechodząc obok i kierując się do sklepu
- I co teraz? - zapytuje młodzieniec. Pies, sądząc po wyrazie pyska niczego nie żałuje.
- Teraz będziesz miał mniej sprzątania bo kupa wyjdzie już zapakowana - kontynuuje staruszek - Wyjdzie taka w kształcie damskiej nóżki -
- Tato! - krzyczy dziecko, kierując swoją bezsilność na balkon, gdzie ojciec zastanawia się nad skutkiem pochłonięcia przez ich psa kawałka odzieży.
- Trzeba mieć nadzieje, że mu wyjdzie drugą stroną - odpowiada w końcu.
- A jak nie? -
- To pojedziemy do weterynarza... co on robi? - pyta mężczyzna wychylając się bardziej, żeby przyjrzeć się psu
- On rzyga! - krzyczy podekscytowane dziecko - Rzygaj Irys, rzygaj! -
Ludzie gromadzą się na balkonach na porannego papierosa i przyglądają się kibicującemu chłopcu, którego pies pompuje na trawniku. Na pewno zastanawiają się skąd taki entuzjazm, ale zapewne bardziej dziwi ich fakt, że ojciec dziecka postanawia dołączyć i też zostać Cheerleader-em.
- Dajesz Irys, wyrzyguj! -
Publiczność przygląda się z niepokojem, a pies pompuje. Emocje rosną.
W końcu Husky uwalnia z siebie kosmitę i jego organizm opuszcza skarpetka wraz z trawą i czymś co kiedyś było jego śniadaniem.
- Jest! Wyrzygał to! -
- No! Całe szczęście. Teraz go zabierz zanim to znowu zeżre -
- Dobry Irys! Dobry! - skanduje dziecko, odciągając psa od kupki nieszczęścia ze skarpetką na wierzchu.
Publiczność zdezorientowana, dziecko w euforii, ojciec szczęśliwy. A to wszystko przez fakt, że pies właśnie opróżnił swój żołądek na trawniku. Jednak nie takie perełki się tu zdarzały, więc każdy akceptuje taki stan rzeczy i sąsiedzi kończą swoje papierosy.
- Co tu się dzieje? - pyta zszokowana kobieta, zawinięta w kokon z koca, wychodząc na balkon. To żona sąsiada. Bardzo zdziwiona żona. Kobieta patrzy na syna, na psa, na to co zostawił pies i w końcu na męża, szukając odpowiedzi.
- Irys haftował - odpowiada mężczyzna.
- I Ty się tym cieszysz durny? -
- Skarpetkę zeżarł -
- A gdzie on znalazł skarpetkę? -
Tutaj dialog powtarza się i wygląda niemal identycznie jak ten przeprowadzony kilka minut wcześniej z chłopcem. Tłumek na balkonach wraca do mieszkań. Koniec przedstawienia. Były emocje, była niepewność, był wielki finał w postaci psiej fontanny. Nikt jednak nie klaskał, publiczność jest wymagająca.
Może następnym razem...



czwartek, 13 grudnia 2018

Niecodzienny przypadek pogryzienia

Nocna praca w klinice weterynaryjnej bywa... cóż, ciężko to określić, ale na jednej z moich zmian w okolicach trzeciej nad ranem zadzwonił telefon. Po drugiej stronie znajdowało się kilku mężczyzn. Ten, który ze mną rozmawiał był bardzo spokojny i opanowany, ale za jego plecami musiał rozgrywać się jakiś dramat, bo dźwięki jakie dochodziły ze słuchawki przywoływały mi wizje płonącego budynku, albo najazdu kosmitów.
- Kolega został pogryziony - tłumaczył powoli mężczyzna, podczas kiedy do słuchawki docierały bardzo martwiące odgłosy obdzierania kogoś ze skóry.
- Rozumiem, jak duże są obrażenia, jakie to było zwierzę i czy ma aktualne szczepienia? -
- Niech pani poczeka... Sebastian! Sebastian! Dobudźcie Sebastiana, muszę wiedzieć czy ma szczepienia... Raczej się teraz nie dowiemy, kolega jest niedysponowany. Obrażenia nie są duże, ale leci krew i jest wyraźnie zarysowany ślad po zębach -
- Aaaaa! - sprzeciwiał się głos w tle - Jak to napieprza! -
- I chyba go boli -
- Przepraszam, czy to ta pogryziona osoba? - spytałam
- Tak, ale pani nie zwraca uwagi, on histeryzuje -
- Duży był ten pies? -
- To nie był pies -
- Kot? -
- Nie -
- Koń, albo jakieś dzikie zwierzę? -
- Nie -
- To co go ugryzło? -
- Mój szwagier -
- ... -
- Mocno się wbił, trzeba mu przyznać -
- Mam nadzieję, że wie pan że żartując w ten sposób zajmuje pan tylko linię -
- Kazano mi dzwonić, więc dzwonię. Staszka dotkliwie pogryziono i nie wiemy co z tym zrobić -
- Proszę pana nie zajmujemy się ludźmi. To jest klinika weterynaryjna. Musi pan zadzwonić na pogotowie -
- Człowiek to też zwierzę, prawda? -
- To tak nie działa -
- Nie sądzę, żeby pogotowie miało przyjechać do takiego przypadku, poza tym jest tu wiele osób nietrzeźwych -
- Mimo wszystko proszę tam zadzwonić -
- Nie może pani odmawiać pomocy. Proszę chociaż powiedzieć co mamy robić -
- Moja rękaaaa! - przekrzykiwał rozmówcę pogryziony mężczyzna.
- Zamknij ryj Stachu, rozmawiam przez telefon! -
- Czy rana wymaga szycia? Jest rozległa? Czy są jakieś zakładki ze skóry? -
- Co pani, Sebastian to nie tygrys. Krwawi to, ale żeby szyć to chyba nie. Głębokie tyle że jest -
- Ranę należałoby zdezynfekować i zabezpieczyć czystym materiałem, najlepiej bandażem do przyjazdu karetki -
- Krzychu! Weź flaszkę! Nie, nie masz polać. Wylej mu to na rękę. Wiem, że szkoda, ale inaczej się baran nie zamknie i leć po jakieś czyste szmaty -
- Proszę tego nie... - zaczęłam, jednak nie dane było mi skończyć.
Nastąpiła chwila ciszy, a następnie krzyk tak rozdzierający, że sama zaczęłam odczuwać proces dezynfekcji jaki przeprowadzali mężczyźni.
- Chodziło mi bardziej o wodę utlenioną - wtrąciłam - Albo jakiś inny środek -
- Nie mamy wody, wódka się nadała. Siedzi cicho, co teraz? -
- Proszę to delikatnie zawinąć w czysty materiał i zadzwonić po karetkę -
- Krzychu owiń mu tę łapę. Zrób mu mumię, kokon, cokolwiek Ci podpowiada fantazja, tylko delikatnie bo go znowu uruchomisz i zacznie jęczeć -
- Czy mogę spytać jak właściwie doszło do pogryzienia? -
- Poszło o zęby -
- Chyba nie rozumiem -
- Stachu się naśmiewał z Sebastiana, że jak ma sztuczne to nie potrafiłby nawet cycka krowie chwycić. Że muszą być tępe jak jego żona, no to się szwagier wkur... zdenerwował i postanowił mu udowodnić, że jego zęby są bardzo dobre -
- Gryząc? -
- Pani jak on się uwiesił, żeby pani to widziała, no nie szło go odczepić. Dopiero ktoś wziął pustą flaszkę i go obezwładnił -
- Czy ten pan jest nieprzytomny? Proszę sprawdzić czy ma obrażenia i czy są zachowane funkcje życiowe -
- Pani się o niego nie martwi, on średnio dwa razy w tygodniu tak obrywa. Mam go na oku jakby co -
- No dobrze, a co z tym pogryzionym? -
- Krzychu! Ale nie całego, tylko rękę... No kolega mu właśnie robi piękny opatrunek... ale weź go tak nie macaj bo się budzi -
- Proszę zadzwonić po pogotowie, najlepiej do obu panów -
- Dobra, już dzwonię. To dziękujemy za pomoc i życzę miłej nocy -
- Zostaw mnie, co Ty mi robisz! - zaczął ponownie wydzierać się głos w tle.
Połączenie zostało rozłączone, a ja trzymając w ręku słuchawkę zastanawiałam się czy tacy przyjaciele to błogosławieństwo, czy bardziej przekleństwo.



środa, 12 grudnia 2018

Ananasowa Morfina

Morfina była dość wycofanym szczeniakiem. Kiedy miała trzy miesiące jej ulubionym zajęciem było chowanie się w wolnej przestrzeni między kanapą a fotelem i przesypianie całego dnia. Potrafiła siedzieć tam cały czas, wychodząc tylko kiedy była głodna lub za potrzebą. Nie była fanką zabawek ani głaskania. Zachowywała się bardziej jak kot. Była indywidualistką, która pozwalała się podnosić i dotykać, ale nie odczuwała z tego żadnej przyjemności. Prawdziwie szczęśliwa była tylko w swojej zaimprowizowanej samotni.
Zmartwiona udałam się z nią do kilku weterynarzy, ale po zbadaniu jej każdy mówił mi to samo. "Wyrośnie z tego, szczeniaki tyle śpią". Postanowiłam posłuchać opinii specjalistów i pozwolić jej być sobą. Nie zmuszać do zabawy, nie wyciągać jej z ciemnej nory jaką sobie zorganizowała i dać jej spać ile tylko chciała. Miałam nadzieję, że to przejściowe zachowanie, biorąc pod uwagę warunki z jakich przybyła. Uznałam, że potrzebuje więcej czasu na aklimatyzację.
Miesiąc po adopcji psa organizowaliśmy przyjęcie urodzinowe i wszyscy zajęci byli przygotowaniami, podczas gdy psi podrostek przyglądał się zamieszaniu, schowany w swojej jaskini komfortu. Na stół wędrowały różne smakowitości. Od miski frytek po tort i galaretki z ananasem. Wyjmując kurczaka z piekarnika usłyszałam szum w salonie, w którym była tylko Morfina. Reszta rodziny krzątała się po kuchni. Kiedy weszłam do pomieszczenia nie dostrzegłam niczego dziwnego. Jedzenie stało na stole, a pies leżał w swojej norze. 
Dźwięk przesuwania czegoś po podłodze powtarzał się za każdym razem kiedy opuszczałam pokój, lecz nikt nie zwracał na niego uwagi. Uznaliśmy zgodnie, że to musi być Morświn, zmieniający swoją pozycję w przestrzeni międzymeblowej. Kurczak i sałatki powędrowały na stół. Wydawało mi się że czegoś na nim brakuje. Czegoś, co jeszcze przed chwilą tu było. Nie potrafiłam jednak sprecyzować czego, więc dałam sobie spokój. 
Kiedy nadszedł wieczór tego samego dnia, a przyjęcie dobiegło końca i goście rozeszli się do domów, do mojego pokoju weszła Morfina. Fakt, że dobrowolnie opuściła swoją jaskinię "Zen" wprawiło mnie w niemałe zaskoczenie. Suka rozejrzała się, ujrzała mnie siedzącą na podłodze i pogrążoną w lekturze i po prostu położyła się przy mnie, kładąc pysk na moich kolanach. Jakby robiła to od lat i było to jej zupełnie naturalnym zachowaniem. Byłam tak poruszona, że bałam się oddychać żeby jej tylko nie spłoszyć. Coś jednak nie dawało mi spokoju. Psie dziecko dziwnie pachniało. To było coś poza standardowym zapachem szczeniaczka, jakiś słodki aromat. Podniosłam sukę i powąchałam jej głowę. Ananas. Pies pachniał ananasem. To właśnie tego brakowało w galaretce, mimo że wyraźnie pamiętałam jak wkrajałam owoce do salaterek. Musiała buchnąć go kiedy nikt nie patrzył, a jako że nie sięgała do stołu podsuwała sobie pod niego pufę, by mieć się na co wdrapać. Tylko dlaczego akurat ananas? Na stole stało mięso i inne pachnące potrawy, a ona sięgnęła po owoce, które dla psa powinny być najmniej kuszące.
Ananasowy ninja obdarzył mnie najbardziej niewinnym spojrzeniem jakie był w stanie wyprodukować i zasnął na moich kolanach.
Morfina nigdy więcej nie weszła już do swojego ciemnego kąta, a urodzinowa kradzież była jedyną jakiej dopuściła się w całym swoim życiu. Obecnie na naszej podłodze może leżeć całe jadło tego świata, a suka się na nie nie skusi, jeśli nie będzie się znajdowało w jej misce.
Po incydencie z przyjęcia zaczęła zachowywać się jak normalny szczeniak. Żądała pieszczot, bawiła się zabawkami, chodziła za ludźmi i eksplorowała resztę mieszkania, czego nie robiła nigdy dotąd.

Nie wiem co dokładnie stało się tamtego wieczoru w jej głowie, ani dlaczego akurat wtedy.
Mam jednak niejasne przeczucie że miał z tym coś wspólnego ananas.

wtorek, 11 grudnia 2018

"Ciągnie swój do swego"

Post nadesłany przez Przemka Adamskiego z Grudziądza.
Wszelkie prawa autorskie do historii zostały przekazane autorce bloga "Codzienna dawka Morfiny" do użytku wewnętrznego.

Mam kumpelę, mniej więcej w moim wieku. Poznałem ją w 3 klasie gimnazjum. Widziałem, że kuleje na lewą nogę i ma dość sporą bliznę na szyi oraz że z tego powodu jest wyśmiewana przez towarzystwo. Miała kilka koleżanek ale zazwyczaj siadała sama i rysowała coś na papierze. Interesowałem się wtedy rysunkiem a dziewczyna robiła obłędne szkice, więc odważyłem się zagadać i okazało się że jest również bardzo miła. Z czasem zaczęliśmy więcej rozmawiać i udało mi się delikatnie zapytać dlaczego utyka i czy jest to coś poważnego. Ona uśmiechnęła się i podwinęła nogawkę spodni. Zobaczyłem metalową konstrukcję protezy. Nie miałem pojęcia co wtedy powiedzieć, kompletnie się tego nie spodziewałem więc powiedziałem tylko, że mi przykro. Dziewczyna odpowiedziała, że niepotrzebnie. Wytłumaczyła, że ma ją od niedawna i wciąż uczy się na niej chodzić, dlatego kuleje ale kiedy już to opanuje to nie będzie widać różnicy w chodzie między zdrową nogą a tą. Podziwiałem jej optymizm i to, że kompletnie nie przejmowała się opinią innych i głupimi komentarzami. Kiedy zobaczyła, że jestem godzien zaufania i nie mam zamiaru się z niej nabijać opowiedziała mi jak to się stało. Okazało się, że przeżyła wypadek samochodowy, kiedy miała 10 lat. Noga była tak zmiażdżona, że konieczna była amputacja. Chodziła najpierw o kulach, potem o protezie tymczasowej a teraz miała stałą protezę hydrauliczną.
(Zdjęcie poglądowe)



Powiedziała, że rodzice musieli nazbierać sporo pieniędzy, ponieważ fundusz nie pokrywał całych kosztów ale w końcu się udało. Jednak do czasu protezy jej życie nie było łatwe a dzieci w szkole okazały się okrutne i odizolowały ją od siebie. Czując się odrzucona, zdołała namówić rodziców na psa, żeby miała chociaż jednego towarzysza do zabawy. Rodzice chcieli kupić psa rasowego, z hodowli ale koleżanka uparła się na jakiegoś kundelka ze schroniska. Pojechali więc. Dziewczynka o kulach i z jedną nogą obchodziła klatki, szukając pieska dla siebie. Rodzice zostawili jej w wyborze wolną rękę ale kiedy decyzja została już przez nią podjęta byli w szoku. Koleżanka wybrała małego młodziutkiego pieska, który dreptał wesoło po klatce, ciągnąc za sobą łapki wspierane na wózku. Powiedziała mi, że kiedy go zobaczyła wiedziała, że nie wyjdzie stamtąd bez niego. Rodzice nie podeszli jednak tak entuzjastycznie i starali się odwieźć córkę od pomysłu przygarnięcia niepełnosprawnego psa. Po długiej dyskusji, kiedy wiedzieli że ich córka nie odpuści zgodzili się. Okazało się, że ktoś wyrzucił psiaka z samochodu i odjechał a ten nierozważnie wszedł na jezdnię i został potrącony. Od tej pory nie miał czucia w tylnych łapkach. Dziewczyna wszędzie zabierała pieska ze sobą i byli nierozłączni. (Tak właściwie dalej są, mimo że obecnie pies to staruszek).  Zakochałem się w tym psiaku i kiedy tylko mogłem, chodziłem z nimi na spacery. Pewnego razu zapytałem ją, czemu wzięła wtedy ze schroniska psa na wózku, kiedy mogła wziąć zdrowego. Odpowiedziała mi tylko, że „ciągnie swój do swego”. Gimnazjum się skończyło i poszliśmy do różnych szkół, w różnych miastach ale dalej utrzymujemy kontakt i spotykamy się, kiedy mamy trochę wolnego czasu. Pojechałem do niej ostatnio, ponieważ umówiliśmy się na pizzę. Wieczorem wyszliśmy razem na spacer z psem. Wzbudzała sensacje tylko wśród ludzi, którzy nie widywali jej na co dzień, reszta już się przyzwyczaiła. W lato niewiele osób zakłada długie spodnie i ona też tego nie robiła. Widać wtedy metalowe konstrukcje nogi ale kto by się tym przejmował, skoro jej samej to nie przeszkadza. Zdarzają się jednak komentarze, ciekawskie spojrzenia lustrujące ją albo psa i pytania dzieci, które ciężko obwiniać o brak taktu w tym wieku. Pies trochę się zmęczył spacerem, więc usiedliśmy na ławce niedaleko placu zabaw i zaczęliśmy rozmowę, kiedy podbiegł do nas chłopiec na oko 4-letni i wskazując na protezę spytał bezceremonialnie:
- A co Ci się stało w nogę? –
Koleżanka uśmiechnęła się i już miała udzielić odpowiedzi, kiedy podbiegła matka chłopca i ciągnąc go za ramię, zaczęła przepraszać i wycofywać się na plac zabaw. Koleżanka powiedziała, że udzieli chłopcu odpowiedzi. Kazała się dziecku nachylić, jakby miała mu do zdradzenia wielki sekret i szepnęła mu do ucha:
- Tak naprawdę jestem transformerem, tylko nic nikomu nie mów bo to wielka tajemnica i jak się wygadasz, będę miała problemy z dowództwem. – po czym położyła palec na ustach a chłopiec powtórzył ruch i obiecał, że będzie milczał. Jego źrenice rozszerzyły się tak bardzo, że ledwo było widać tęczówki. Zaczął z matką odchodzić, kiedy nagle zatrzymał się, odwrócił i podbiegł do nas jeszcze raz, wskazując na psa koleżanki:
- A on też jest? – w oczach było widać narastające napięcie i nadzieję.
- No oczywiście, że tak. Przecież widzisz, że ma kółeczka – wskazała na wózek.
Po tych słowach rozradowany chłopczyk uciekł do grupki kolegów, gdzie zapewne dotrzymywał swojej tajemnicy. Było to widać na ich twarzach. Odwróciłem się do koleżanki i powiedziałem w żartach:
- Jesteś złem, wiesz? Oszukujesz niewinne dzieci –
- Och przestań. Kiedy mają żyć w świecie fantazji, jak dorosną? Zanim się obejrzą przestaną wierzyć w świętego Mikołaja i zajączka wielkanocnego. Przynajmniej w ich oczach będę kimś wyjątkowym. –

Jesteś i to nie tylko w oczach tych dzieciaków.

Wiem, że nigdy nie pozwoliłabyś mi tego udostępnić, ale uważam że wiele osób może się od Ciebie uczyć i dlatego to zrobiłem. Jeśli kiedyś na to wpadniesz, zanim mnie zabijesz wiedz, że kierowało mną wyłącznie poczucie, że kilku ludziom przywrócisz wiarę w ludzkość. Może ktoś obecnie znajduje się w podobnej sytuacji.
Dziękuję za zgodę autorce bloga. Może komuś ten post pomoże w jakikolwiek sposób.
~~~~~~
Jako autorka bloga chciałam bardzo podziękować. Brakuje takich ludzi.
P.S. Nie zabijaj go, to dobry kolega...

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Opinia eksperta, a inteligencja Morfiny

- O zobacz jaki pies, synek -
Usłyszałam za plecami, spacerując po parku z Morfiną na smyczy. 
- No, mieliśmy kiedyś takiego, wiesz? - kontynuowała matka, poprawiając dziecko na kolanach.
- Strasznie durne, pamiętasz co on odstawiał? - wtrącił mężczyzna, w pełnej nieświadomości że mimo założonych słuchawek doskonale słyszę go z tej odległości. Nie każdy bombarduje sobie uszy maksymalną głośnością. Wartałoby mieć to na uwadze.
- A bo to ta rasa mało inteligentna - uznała za słuszne wypowiedzieć się druga kobieta, siedząca na ławce razem z wesołą rodzinką.
- Nic ich nie idzie nauczyć, myśmy naszego mieli dwa lata i musieliśmy się go pozbyć. Niszczył meble, wszędzie sikał, rzucał się na smyczy, raz nawet wystartował z zębami do Wojtusia -
- Co pani mówi? -
- Poważnie. Jak psa do dzieci to tylko te mądrzejsze. Kundelki są najmądrzejsze, bo im się intelekt rodziców miesza -
Milczałam, chociaż miałam niejasne wrażenie że mały Wojtuś nie może liczyć na zmieszanie intelektu rodziców i będzie skazany na siebie. Morfina w tym czasie po intensywnym zbadaniu terenu nosem, zdecydowała się puścić strumyczek na trawie i przejść metr dalej, by tam ponownie wąchać zieleń.
- Kucnęła, znaczy że suka - rzekł mężczyzna.
Mądrość biła z jego oblicza.
- A to durniejsze jeszcze niż psy. Dostanie taka cieczki i we łbie jej się przewraca. Drze się, demoluje, ucieka, koszmar -
- Straszne - odpowiedziała druga kobieta - A są jakieś rasy, co cieczki nie dostają? -
- Pewnie jakieś są. Chyba te małe. Yorki i Mopsiki -
- No tak. To nie ma co tych dużych brać mówi pani? -
- Nie ma co. Bo widzi pani im mniejszy pies tym mądrzejszy, bo ma większą głowę w stosunku do ciała to i mózg ma większy -
Biorąc pod uwagę mądrości tej niewiasty, powinna mieć ona głowę wielkości mandarynki. Tak się jednak nie stało. Postanowiłam nie przerywać im dywagacji, to nic by nie wniosło.
- To te duże tylko do obrony się nadają? -
- Tak i to niektóre. Widzi pani kiedyś wszystkie duże psy obronne były, ale potem zmieszali te geny źle i teraz niektóre nie są -
O słodka matko Kynologii. Modliłam się, żeby Morfina pospieszyła się ze swoim ocenianiem terenu pod spuszczenie balastu, żebym mogła odejść i zostawić inteligencję tych ludzi za sobą.
- Te duże to takie durne cielaki. Zwłaszcza ta rasa. -
- Oj tak, te Kaukazy to okropne psy są. Nic nie można z nimi zrobić - skwitował mężczyzna nim zdążyłam się oddalić.
Kaukaz... 
No przecież, że Kaukaz.

niedziela, 9 grudnia 2018

Jegomość na promilach vs architektura uczelni

Czasem zdarza się, że ludzie próbują dostać się na zajęcia w stanie... lekkiej nieważkości, lecz zadanie okazuje się zbyt trudne i decydują się odwołać misję. Cóż, nie ten młody dżentelmen który od piętnastu minut walczy z grawitacją przy wejściowych drzwiach. On jest zdeterminowany i zdecydował, że wejdzie do środka choćby to była ostatnia rzecz jaką miałby zrobić. Pokonał jak prawdziwy Heros cztery schody i teraz próbuje rozkminić zagadkę automatycznych drzwi, które nie chcą się otworzyć. Rozgląda się i widzi, że reszta ludzi mija go i znika za ścianą. Postanawia również podjąć próbę przejście przez peron 9 i 3/4 i staje przed ścianą kładąc na niej rękę. Coś mu jednak nie pasuje i przykłada drugą. Dalej nic. Zaczyna pchać ścianę, która nigdzie się jednak nie wybiera. Biedny chłopak nie ma szans wygrać tej walki. Macha ręką i ze zrezygnowaniem wraca do drzwi, które może by się otwarły gdyby nie awaria i kartka formatu A3 o treści "Prosimy wchodzić drzwiami obok" ze strzałką, kierującą w lewo. Mężczyzna jej jednak nie widzi, jest zbyt pochłonięty procesami myślowymi, zachodzącymi w jego pustej komorze losującej. W końcu bierze większy rozkrok dla równowagi i rzecze: 
- Sezamie... opf.... optfu... -
Nic z tego język wykonuje taniec łabędzia i uniemożliwia człowiekowi skonstruowanie pojedynczego zdania.
Student się jednak nie poddaje i podejmuje drugą próbę, biorąc głęboki wdech:
- Sezamie opfusz sięęę -
Udało się. Znaczy wypowiedzieć zdanie, bo drzwi pozostają niewzruszone. Rozczarowanie maluje się na twarzy chłopaka i przykłada czoło do szyby.
- Dlaczego Ty mi to... dlaczego - rzecze, patrząc na ludzi po drugiej stronie drzwi. Upojony procentami mózg podpowiada mu, że skoro w środku są ludzie to musieli tam jakoś wejść. Do tego znikają za ścianą. Mężczyzna cofa się i spogląda na napis z nazwą wydziału, żeby upewnić się że to nie żaden Hogwart. Kiwa głową i wraca do drzwi. Stanowczo tutaj ma się znaleźć.
- Ej... wpuszczaj mnie gupia szkło! - krzyczy w stronę drzwi, grożąc im pięścią.
- Użyj drzwi obok - podpowiada mu tajemniczy głos.
Czyżby to sam Władca świata zsyłał mu odpowiedź? Patrzy w zadaszenie i szuka źródła głosu, podczas gdy jego wybawiciel stoi tuż za nim.
- Ale one nie chcą - próbuje wyjaśnić smakosz Żołądkowej Gorzkiej, machając energicznie rękami i dalej wpatrując się w sufit.
- Obok masz drzwi, skończ świrować - dodaje głos, po czym znika za drzwiami obok jak tłum pozostałych studentów.
Oświecony promilowicz kiwa głową i podąża za mądrością, kierując się pod ścianę, przy której już dzisiaj stał. Może to tu trzeba zaklęcie? Warto spróbować.
- Sezamie... opfusz sięęe -
Nic się nie dzieje.
- Sezamie Ty... otwieraj do chuja! -
Wydziera się zirytowany mężczyzna, po czym obserwuje jak ktoś wymija go, skręca za róg ściany i otwiera drzwi boczne.
A więc to taka magia. Chłopak klepie się po czole, uznając własną głupotę i tanecznym krokiem podchodzi do drzwi.
Zaczyna pchać, jednak nic się nie dzieje. Pcha mocniej i dalej nic. Może dlatego, że drzwi trzeba pociągnąć, a może dlatego że dzisiaj cały świat postanowił stanąć przeciw niemu. Ktoś w końcu uświadamia jegomościa zanim ten zdąży wyważyć drzwi i student wkracza do budynku w rekordowym czasie trzydziestu minut. Kroczy dumnie przez korytarz jak ktoś kto właśnie przebiegł maraton i przerwał sobą wstęgę mety. Lecz co to, nogi przestają pracować. Baterie się wyładowały i mężczyzna zatrzymuje się w środku holu. Najwyraźniej sam jest zszokowany tym zjawiskiem, bo przygląda się raz jednej kończynie raz drugiej i próbuje ustalić która z nich rozpoczęła strajk.
- Chłopaki idzie... idziemy - motywuje je właściciel, jednak te ani drgną. Ponadludzką siłą chłopak przesuwa je stylem ślizgowym po posadzce. Źle jednak to rozplanował i teraz jedna noga wybiera się w stronę schodów a druga próbuje wyewakuować się do drzwi, przez które dopiero przeszła. Mężczyzna zaczyna się rozjeżdżać i niewiele brakuje mu już do szpagatu. Jego oczy wzywają pomocy, a na twarzy maluje się panika. Okręt tonie, a kapitan zmuszony jest tonąć razem z nim. W ostatniej chwili student ratuje się rękami i przechodząc do pozycji czworaczej, stara się wznieść ciało ponownie w górę. Za czwartym razem się udaje i widać, że wieża kontrolna jest naprawdę dumna z pilota, bo gość z rogalem na twarzy podejmuje ponowną próbę dostania się do schodów. Wykonuje dwa kroki w przód i jeden w tył, jednak udaje mu się dotrzeć do poręczy. Spogląda w górę na Nemezis każdego pijanego człowieka - schody. Kiwa zaprzeczająco głową. To się nie uda. Nie potrafi przemieszczać się poziomo, co dopiero mówić o pionie. Jego oblicze rozświetla blask. Przebłysk geniuszu. Tak musi wyglądać każdy odkrywca, który dojdzie do jakiejś nowej konkluzji, która zmienia oblicze świata. Winda. Może pojechać windą. Tańcząc walca chłopak dociera do panelu windy i usiłuje wcisnąć guzik. Kończyna jednak nie współpracuje i student tylko molestuje ścianę dookoła przycisku paluchem. Zrządzeniem losu ktoś na górze zjeżdża na parter i drzwi się otwierają. Zdeterminowany jegomość rzuca się do wnętrza windy jak tygrys i uruchamia cały panel. Przejedzie przez wszystkie sześć pięter i w końcu trafi na właściwe. Drzwi zamykają się z mężczyzną kiwającym się jak na okręcie podczas sztormu. Winda rusza, a wraz z nią kapitan Żubrówka.
Nie mam pojęcia czy dotarł i ile mu to zajęło ale wiem jedno. Chłopak się kurczę łatwo nie poddaje.