Etykiety

Co tu się dzieje?

Witam!
Szybkim wstępem: Morfina to moja suka (Golden Retriever), przez którą wielokrotnie jestem świadkiem sytuacji których normalnie bym nie zobaczyła. Te sytuacje są opisywane na tym właśnie blogu. Jeśli jesteś tu przypadkiem to wiedz, że bardzo zbłądziłeś.

piątek, 9 lutego 2018

Audiobook

Codzienna jazda autobusem nie jest ani niczym przyjemnym, ani zachwycającym. Zgiełk, ścisk, kustosze piwa, wydalający swe opary w miejscu gdzie i tak panuje deficyt tlenu, rozwrzeszczane dzieci i wiecznie niezadowolone z życia staruszki.
Wtem z kabiny kierowcy zamiast biesiad śląskich czy najnowszych hitów disco polo dobiega spokojny, głęboki głos. Audiobook. Kierowca słucha audiobooka. Wbrew wszelkim stereotypom. Teraz nieważne jest czego słucha ale że w ogóle postanawia wybrać literaturę ponad muzyką. Rozwiewa się aura kultury i zainteresowania.
Z podziwu i zadumy wybija nagle hamujący autobus, który przetacza wszystkie stojące z tyłu osoby do przodu. Na szybie kabiny kierowcy znajduje się teraz kilka osób robiąc na niej glonojadka. Ludzie wykazują swoją dezaprobatę, niektórym puszczają nerwy. Nieważne, ważne że kierowca okazał się kulturalnym, chcącym się samodoskonalić i edukować człowiekiem.
Z kabiny oprócz głosu audiobooka da się słyszeć głos kierowcy:
- Ku*wa jak jedziesz baranie, uważaj gdzie tej palec pokazujesz bo jak Ci przy#*bię to ci się ten samochodzik skróci ku*#@ -
... Czar prysł.

Flexi nie dla każdego

Myślę, że automatyczne smycze typu "Flexi" powinny być sprzedawane po sprawdzeniu IQ osoby kupującej.
Idę chodnikiem, wieczornym spacerem, względny spokój dookoła. W ręku parciana smycz, a na jej końcu moja sucz. Po drugiej stronie długiego chodnika pewna kobieta walczy z młodym Bernardynem na Flexi. Idzie jego śladami i odplątuje wszystkie drzewa, jakie podczas swojego przemarszu opieczętował pies. Znajdowali się jakieś 30 metrów od nas, więc podjęłam decyzję że skręcimy wcześniej żeby nie robić zamieszania. 
Nie zdążyłam. Bernardyn nas zauważył. 
Usłyszałam trzask Flexi, którą desperacko próbowała zablokować właścicielka ale mechanizm zawiódł i słychać było tylko wesołe terkotanie, a pies zaczynał się już rozpędzać, biegnąc w naszą stronę. Wiedząc, że teraz nie ma co się już wycofywać stanęłam w miejscu i czekałam aż 50 kg futra przeciągnie swoją właścicielkę przez chodnik jak szmacianą lalkę, żeby w końcu zatrzymać się przy nas. Kobieta nie miała najmniejszej kontroli nad psem. Zaparła się na sztywnych nogach ale w efekcie zdzierała tylko podeszwy butów, sunąć po chodniku jak narciarz wodny za motorówką. Na słowa " Arat. Nie. Siad. Wracaj.", pies nie raczył się nawet odwrócić, czemu się nie dziwię równie dobrze mogłaby wykrzykiwać "Buty. Ziemniaki. Wiadro. Buraki.". Bernardyn z impetem zatrzymał się kilka centymetrów od nas, prawie taranując mi przerażoną gabarytami kolegi sukę, która położyła się już na plecach odsłaniając brzuch. 5 metrów później dotarła zmachana właścicielka. Pies w międzyczasie, kręcąc wokół mnie kółeczka, skutecznie oplątywał zarówno mnie, jak i Morfinę pajęczyną smyczy. Niestety proces odplątywania był dużo wolniejszy niż zaplątywania, czego efektem było złączenie mnie i dwóch psów jak osznurowaną szyneczkę. Zdolność poruszania rękami straciłam już z 2 minuty temu i teraz tylko modliłam się, żeby nie przewrócić się na żadnego psa. Właścicielka Bernardyna starała się mi pomóc, wykrzykując nieokreślone hasła do psa, który najwidoczniej zapomniał, że istnieje coś na drugim końcu smyczy.
- Ja Panią bardzo przepraszam, młody jest jeszcze wariat - usłyszałam, odzyskując kontrolę nad prawą ręką.
- To może wartałoby z nim poćwiczyć chodzenie na krótkiej smyczy? -
- Ale on strasznie ciągnie na krótkiej, ja nie mam siły go utrzymać -
- Nie sądzę, żeby Flexi Pani w tym pomogła. Ma Pani jeszcze mniejszą kontrolę nad psem i wcale nie ciągnie mniej - 
- On z tego wyrośnie -
- Sam nie wyrośnie, z psem trzeba ćwiczyć - 
- Pani łatwo mówić, bo Pani ma mniejszego psa! -
- Żaden pies sam się nie wychowa. Przykro mi to mówić ale nie została Pani zmuszona do wyboru psa rasy olbrzymiej, to był Pani wybór -
Właścicielka Arata zamilkła, co chyba miało mi dać do zrozumienia że czuje się urażona moimi słowami. Udało mi się wyplątać zarówno siebie jak i sukę, więc czym prędzej oddaliliśmy się, unikając kolejnego nieszczęścia. Arat stracił nami zainteresowanie i wywołując swoim biegiem drgania ziemi, sunął właśnie ku kolejnej ofierze, którą tym razem okazała się dziewczynka z Westem na smyczy. Jej twarz była bielsza niż futro jej pieska ale również nie miała najmniejszych szans na ucieczkę. Właścicielka Bernardyna wesoło frunęła za psem jak latawiec i nie była w stanie zatrzymać go z powietrza.
Jestem tylko ciekawa co się stanie, kiedy pewnego dnia Arat podbiegnie do psa swoich gabarytów, któremu nie spodoba się jego towarzystwo i nie będzie chciał się bawić w muchę i pająka.


środa, 17 stycznia 2018

piątek, 12 stycznia 2018

Co tak hałasuje?

Fragment rozmowy mojej mamy przez telefon z ciotką:
- A Paulina w domu już? –
- Tak ciociu już wróciła –
- Zdrowi wszyscy? –
- Zdrowi, zdrowi –
- A co tak hałasuje w tle –
- A to Morfina morduje słonie Pauliny –
- … -
- Halo ciociu jesteś? –

Najlepszym wyjaśnieniem niech będzie to zdjęcie.



czwartek, 11 stycznia 2018

Autobusowa lista przebojów

7:44 - autobus miejski. Ścisk, jak to w godzinach porannych. Ludzie zaspani, półprzytomni i źli, że ktoś wpadł na pomysł wychodzenia z domu w poniedziałek. Większość powlepiana we własne smartfony, lub w okno za którym rozciąga się widok na kopalnię i ogołocone z liści drzewa. Wkładam słuchawki, chcąc odciąć się od tego jakże przytulnego poniedziałkowego klimatu. Po pewnym czasie zauważam jednak że jakaś inna muzyka przebija się przez tą płynącą ze słuchawek. Wyjmuję je i słyszę "Brother Louie - Modern Talking". Rozglądam się po autobusie w poszukiwaniu osoby, która postanowiła zrobić dyskotekę z przebojów lat 80. Odnajduję wzrokiem mężczyznę w bordowej kurtce, który niczego nieświadomy siedzi w słuchawkach z odpiętym od telefonu kabelkiem i wsłuchuje się w muzykę, którą teraz słyszy już cały autobus z kierowcą włącznie. Chcę mu jakoś pomóc, powiedzieć że odpiął mu się kabel i teraz jego listy przebojów słucha cała komunikacja miejska ale siedzę za daleko. Nie dam rady się przepchać do mężczyzny, więc obserwuję ludzi wokół niego w nadziei, że ktoś zwróci mu uwagę. Wszyscy uśmiechają się pod nosem, podczas gdy mężczyzna dalej rusza głową w rytm muzyki, święcie przekonany że wypływa ona ze słuchawek. Nikt nie pomaga. Chwilę później na "Doktorspiele", mężczyzna w końcu orientuje się że przez cały ten czas jego piosenki były słyszalne dość wyraźnie przez wszystkich pasażerów. Jego twarz zaczyna zlewać się z kolorem kurtki a nerwowe ruchy nie pomagają w podłączeniu kabelka z powrotem do komórki. Mężczyzna próbuje patrzeć w okno i udawać, że nie wie dlaczego podśmiewuje się z niego cały autobus. Wysiada na wcześniejszym przystanku (tak myślę, po nagłym zerwaniu się z miejsca tuż przed zamknięciem drzwi).
Empatia dzisiejszego społeczeństwa. 

Historia o Szymonie - dobrym włascicielu

Historia o Szymonie i jego psie. Otóż Szymon pewnego dnia, w przypływie samotności postanowił, że sprawi sobie labradora. Szczenię słodkie, pocieszne, wzbudzające zachwyt głównie płci przeciwnej. Wcześniej Szymon nie posiadał zwierząt, lecz pomyślał zapewne co w tym trudnego i postanowił wychowywać psa po swojemu. "Starymi, dobrymi metodami", jak to ujął. Miło było popatrzeć jak bawią się razem, spacerują i obsikują drzewa w parku, jednak ta historia nie kończy się tutaj.
Kiedy nadchodziła pora karmienia, Szymon - dobry właściciel psa szedł po miski, nasypywał do nich jedzenia, po czym namiętnie szczuł 3-miesięcznego podrostka słowami:
- Dawaj żarcie, broń żarcia, broń -
Na co szczeniak zaczynał się jeżyć, warczeć i obnażać zęby, cały czas pilnując miski i patrząc z ukosa na właściciela, który chwalił go wtedy i odchodził, pozwalając zjeść posiłek.
- Co Ty na kły bernardyńskie wyprawiasz? -
Rzekłam ja, z fotela na którym siedziałam, widząc sytuację
- Pies musi pilnować michy - usłyszałam - nie może sobie dać zabrać jedzenia -
Prosząc psie niebiosa o cierpliwość, przeprowadziłam wykład pod tytułem "Dlaczego nie szczuć psa, poradnik dla obłąkanych", oraz poleciłam kilka pozycji literaturowych, napisanych przez fachowców.
Szymon poczuł się urażony zwróceniem uwagi. Szymon dalej robił swoje.
Trzy miesiące później dobry właściciel - Szymon oraz jego wyrośnięty już pies poszli na spacer. Jakaż to była radość hasać tak sobie i wąchać tyłki innym psom, lecz jeszcze większa radość, kiedy znalazło się w trawie całkiem dobrą kość. Jej zielonkawy kolor nie miał znaczenia, dodawał tylko pikanterii przy przeżuwaniu. Dobry właściciel - Szymon rzucił się, by odebrać psu kość, którą mógł się zatruć lub zakrztusić. Pies jednak bardzo chciał zjeść kość, którą sam przecież znalazł i teraz była jego. Konflikt interesów i co tu zaradzić? Szymon odważnie wsadził rękę do psiego pyska i począł mocować się z wściekłą, włosianą kulką o pyszną kość, która już, już prawie była w gardziołku. Walka była długa i głośna, gdyż żadne z nich nie chciało odpuścić. W końcu jednak Szymon wyjął rękę zaciśniętą na kości i spojrzał triumfalnie na psa. Coś go jednak zaniepokoiło, ponieważ z psiego pyska kapała krew. Szymon - dobry właściciel począł oglądać psi pysk szukając uszkodzeń, czy skaleczeń, szybko jednak pojął że to nie jest krew psa, lecz jego własna. Szymon przyjrzał się krwawiącej dłoni, która dalej była zaciśnięta na kości i zaczynała już boleć. Czegoś ewidentnie w tej dłoni brakowało. Szymon zorientował się, że w ferworze walki owszem wyjął rękę ale już bez dwóch paznokci. Ku zaskoczeniu pies został skarcony i odprowadzony do domu. W psiej głowie zapewne roiło się od pytań: Co zrobiłem źle? Czy zbyt słabo broniłem kości? Dlaczego mój Pan mnie nie pochwalił za mą dzielność i odwagę? Tak pięknie warczałem.
Z tej historii można by wysnuć wniosek, że Szymon nie do końca wiedział co robi, ucząc psa agresji przy jedzeniu.
Szymon dalej ma psa... lecz nie ma już paznokci.
Morał z tego jest krótki i niektórym znany: Nie szczuj psa, jeśli nie chcesz być kąsany.